(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
Na odrębnej stronie internetowej o wsi
Wszewilki
opisane były liczne niezwykłości owej wioski.
W owej też wsi Wszewilki, a także w pobliskim
mieście Miliczu, koordynowany jest za
pośrednictwem internetu cały szereg imprez
które zainteresowanym czytelnikom m.in.
umożliwiają zwiedzenie tych miejscowości.
Sposoby na jakie imprezy te koordynują
zwiedzanie owych miejscowości opisane
zostały na odrębnej stronie internetowej
o nazwie
"Wszewilki-Milicz".
Przykładowo, w sobotę dnia 8 lipca 2006
roku (tj. w dniu wyrażanym łatwą do
zapamiętania liczbą "8/7/6") we wsi
Wszewilki
organizowany jest internetowo
zlot.
Z kolei w sobotę dnia 7 lipca 2007 roku (tj. w
dniu wyrażanym łatwą do zapamiętania
liczbą "7/7/7") we wsi tej planowany jest
internetowy
zjazd
osób zainteresowanych w filozofii zwanej
"totalizm".
(Pełny adres internetowy wskazywanych
tu stron ukazuje się w okienku adresowym
wyszukiwarki po kliknięciu na ich linki w
tekście wyróżniane kolorem zielonym.)
Niniejsza strona internetowa wyjaśnia
najważniejsze sprawy związane z koordynacją
owego zlotu z dnia 8 lipca 2006 roku
(zlot ten nosi nazwę
"Wszewilki-2006").
Jeśli więc zainteresowany jesteś właśnie tym
zlotem "Wszewilki-2006" wówczas kontynuuj
czytanie tej strony. Jeśli jednak zainteresowany
jesteś jedynie zwiedzeniem Wszewilek lub Milicza,
wówczas przejdź od zaraz do czytania strony
"Wszewilki-Milicz".
Jeśli zaś zainteresowany jesteś tylko zjazdem
totalizmu we Wszewilkach z następnego, 2007
roku, wtedy przejdź od razu do czytania strony
"Wszewilki-2007".
Odnotuj, że udostępniana jest już
angielskojęzyczna
wersja strony internetowej opisującej wieś Wszewilki. Nosi ona fizyczną nazwę
"wszewilki_uk.htm".
Jej pełny adres internetowy ukaże się w okienku adresowym wyszukiwarki
po kliknięciu na jej linki wyróżnione w tym tekście kolorem zielonym.
Odsyłaj na jej adres, oraz zachęcaj do jej przeglądnięcia, tych wszystkich
swoich znajomych i przyjaciół, którzy nie znają języka polskiego, a stąd nie
mogą przeczytać oryginalnej, polskojęzycznej wersji strony o niezwyklej
wsi Wszewilki.
W dniu 7/7/7, czyli w sobotę 7 lipca 2007 roku,
kilku ochotników zaplanowało zorganizować we
wsi
Wszewilki
koło
Milicza
Pierwszy Zjazd Totalizmu
"Wszewilki-2007".
Niestety, już od pierwszego momentu
przeciwko faktycznemu zorganizowaniu
owego Zjazdu najwyraźniej celowo
wznoszone są najróżniejsze przeszkody.
Przykładowo, bezpieczeństwo jego obrad
wymaga aby jego uczestnicy byli idetifikowalni.
Jednak sporo osób twierdzących że są totaliztami
(faktycznie jednak być może będących przeciwnikami
totalizmu - tyle że zakamuflowanymi jako totaliźci)
pragnie się ukrywać nawet podczas własnego
Zjazdu. Stąd chcą oni uczestniczyć w Zjeździe
całkowicie anonimowo. W ramach poszukiwania
sposobu usunięcia owych przeszkód,
Mariusz (mpkuo@o2.pl)
zaproponował aby ci ludzie którzy chcą
spotkać się anonimowo i nieformalnie,
zjechali się na nieformalnym zlocie jeszcze
w tym roku. Dla kilku powodów dokładniej
wyjaśnionych na stronie
"Wszewilki-2007",
ja z entuzjazmem zgadzam się na taki
tegoroczny, nieformalny Zlot.
Niniejsza strona opisuje więc i upowszechnia
najważniejsze informacje na temat owego
Zlotu we Wszewilkach, który ma się
odbyć już w obecnym roku, 2006,
w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku (czyli
na rok przed Zjazdem "Wszewilki-2007").
Jak więc się okazuje, problemy ze Zjazdem
"Wszewilki-2007"
wcale nie kończą się na problemach ze znalezieniem i
uzyskaniem pozwolenia na użycie odpowiednich sal,
wyposażenia, zakwaterowania, transportu, wyżywienia, itp.
UFOnauci doskonale wykalkulowali podsuwając totaliztom
ten pomysł Zjazdu. Ma on bowiem nieprzeciętnie dużą
szansę aby okazać się organizacyjną katastrofą totalizmu.
Faktycznie też jego zorganizowanie jest największym
wyzwaniem z jakim totalizm został skonfrontowany
podczas całego swego dotychczasowego istnienia.
Rzeczywiście UFOnauta BartTP może mieć rację
twierdząc w swojej uwadze z dnia 2006/04/20 02:20:19
pod blogiem totalizmu nr #63, cytuję: "Ze swojej strony
mogę obiecać, że moja sekcja nie będzie sabotować
przygotowań do zjazdu, a nawet więcej - z radością
poprzemy tę inicjatywę. Jeden warunek - UDOWODNIJCIE,
że jesteście w stanie zorganizować ten koszmar
logistyczny, który będzie kosztował krocie.
I że pojawi się minimalnie dwudziestu totaliztów.
W końcu - nie chcielibyśmy na zlocie mieć
przewagi liczebnej..."
Już po rozpoczęciu organizowania Zjazdu
"Wszewilki-2007"
odkryłem ze zgrozą, że niemal każdy totalizta
z którym koresponduję od lat, ma jakieś poważne
opory przed wzięciem w nim udziału. (Wiele
z tych oporów wygląda na telepatycznie im
wmanipulowanych przez UFOnautów.)
I to na przekór, że niemal każdy z nich
przez szereg lat upominał się u mnie o
zorganizowanie takiego właśnie Zjazdu.
To zaś oznacza, że faktycznie na Pierwszym Zjeździe Totalizmu
obecnych może być więcej UFOnautów i wrogów totalizmu,
niż samych totaliztów. Na domiar złego, opory poszczególnych
totaliztów są ogromnie trudne do wyeliminowania, bowiem dokładnie
przeciwstawne nawzajem do siebie, oraz przeciwstawne do oporów
innych totaliztów. Przykładowo, sporo totaliztów ma jakieś zastrzeżenia
do KO Zjazdu (tj. do Komitetu Organizacyjnego). Jednocześnie
jednak niemal żaden długoletni totalizta nie chce się zgłosić do
pracy w owym KO aby nam pokazać czynem, a nie słowami, jak
najlepiej Zjazd powinien być zorganizowany, oraz jak powinna
wyglądać działalność owego KO. Wielu też totaliztów chce
na Zjazd przybyć anonimowo, tak aby nikt nie sprawdzał
ich tożsamości, ani nikt ich nie fotografował czy utrwalał
na kamerze wideo. Jednoczesnie jednak chcieliby być
bezpieczni na Zjeździe. Jak zaś być tam bezpiecznym,
jeśli pod osłoną owej anonimowości na Zjazd moźe wkraść
się cała banda sabotażystów nasłanych przez UFOnautów.
Szczerze mówiąc, to ja sam nie odważę się na Zjazd zjawić,
jeśli nie będę miał pewności że ma on dobrze zorganizowaną
"security" (tj. służbę porządkową), że każdy uczestnik Zjazdu
który jakoś narozrabia, w razie czego może zostać szybko
znaleziony i pociągnięty do odpowiedzialności, a także że
owa służba będzie w stanie opanować każdy incydent
wywołany przez ludzi (UFOnautów bowiem ja się nie
obowiam, wszakże gdyby chcieli mnie otwarcie dopaść,
przy ich możliwościach technicznych nie mieliby z tym
żadnych problemów - jedyną więc moją troską jest
utrudnienie im dopadnięcia mnie w sposób skryty, kiedy
to w ich imieniu działał będzie jakiś pomylony Ziemianin).
Wystarczy wszakże poczytać co wypisywane jest w Internecie
o totaliźmie i o mojej osobie, aby mieć pewność że w Polsce
istnieje wystarczająca liczba upadłych na głowę ludzi gotowych
narozrabiać na tym Zjezdzie - jeśli tylko stworzy im się ku temu
okazję. Dlatego np. ja NIE zaryzykuję pojawienia się na Zjeździe
jeśli nie będę miał absolutnej pewności, że sprawy bezpieczeństwa
obrad zostały dla niego rozwiązane w sposób pewny i niezawodny.
Ja osobiście nieustannie szukam jakiejś formuły dla Zjazdu
"Wszewilki-2007",
która by rozwiązała najbardziej drażliwe z powyższych
problemów, a stąd która by zadowoliła jeśli nie wszystkich,
to przynajmniej wiekszość totaliztów. (To właśnie z powodów
poszukiwań takiej formuły, organizacja owego Zjazdu
prezentowana na stronie
"wszewilki_2007.htm"
bez przerwy ulega udoskonaleniom.) Przykładowo, rozwiązaniem
dla problemu zadowolenia z KO jest otwarty apel jaki wystosowałem
o ochotnicze zgłaszanie się do pełnienia funkcji w owym KO. Z
kolei rozwiązaniem jakie zaproponowałem dla sprawy anonimowości
totaliztów na tym Zjeździe, jest "rozpuszczenie" totaliztów w tłumie
przeciwników totalizmu, oraz w tłumie ludzi z totalizmem zupełnie nie związanych,
tak aby na sali nikt nie wiedział kto reprezentuje jaką postawę. Aby
zaś stworzyć ten tłum, na Zjazd zaprosiłem również przeciwników
totalizmu, oraz ludzi zupełnie z totalizmem nie związanych. Jednocześnie
zaś umożliwiłem, aby wszyscy uczestniczący w Zjeździe mogli
wyraźnie odseparować swoje internetowe wystąpienia od wystąpień
na Zjeździe. (Tj. na Zjeździe wystąpią pod swoim prawdziwym
nazwiskiem i "oficjalnym" emailem, których zwykle normalnie nikt
nie zna bowiem w Internecie zawsze działają oni pod "nickiem" i
pod "nickowatym" emailem.)
Jednym z problemów jaki wyłonił się w związku
ze Zjazdem
"Wszewilki-2007",
jest że część potencjalnych uczestników tego
Zjazdu nie chce czekać aż cały rok zanim
wszelkie problemy formalnego Zjazdu zostaną
rozwiązane, a chce spotkać się nieformalnie
już tych wakacji. Aby więc stworzyć szansę na
nieformalne spotkanie się we Wszewilkach w
takie szybki i anonimowy sposób, ogromnie
podoba mi się pomysł
"Mariusza" (mpkuo@o2.pl),
(tj. Chair'a KO Zjazdu), który w komentarzu do
blogu totalizmu nr #63 pod datą 2006/04/18 12:34:23
zaapelował m.in. co następuje, cytuję:
"... proponuję rozważenie "Planu B" -
nieoficjalnego spotkania jeszcze w te wakacje
(Mariusz, co ja bym uczynił bez Twoich pomysłów).
Tak, to wspaniały pomysł. Pozwoli on niecierpliwym
na niemal natychmiastowe nieformalne spotkanie
we Wszewilkach, a jednocześnie pomoże on rozwiązać
wiele problemów samego Zjazdu. Ponadto może
on dopomóc w usunięciu co poważniejszych znaków
zapytania w sprawie samego Zjazdu "Wszewilki-2007".
Zgodnie więc z pomysłem Mariusza, niniejszym mam
przyjemność aby na sobotę, dnia 8 lipca 2006 roku
(czyli na dzień którego data wyraża się numerologicznie
bardzo korzystnym zapisem 8/7/6 - jaki podobnie
do daty Zjazdu 7/7/7 sumuje się do zdobywczej,
zwycięskiej, niekonwencjonalnej, oraz postępowej liczby 3)
zadeklarować "nieformalny Zlot we Wszewilkach".
Na Zlot ten pragnę zaprosić do Wszewilek wszystkich
zwolenników totalizmu którzy życzą sobie pozostawac
w cieniu i zachować anonimowość, a także wszystkich
przeciwników totalizmu którzy życzą sobie wyjść na
otwarte przestrzenie i głośno krzyczec o swojej
tożsamości oraz poglądach, ponadto wszystkich
tych co jeszcze nie mają żadnej opinii o totaliźmie,
jak również UFOnautów wysyłanych "incognito"
na Ziemię aby zwalczać totalizm.
Na dodatek zapraszam tam także wszystkich
tych którym totalizm jest całkowicie obojętny,
jednak nie mieliby nic przeciwko temu aby
na własne oczy zobaczyć np. deszcz żywych rybek
spadających z nieba, albo zobaczyć inne "atrakcje"
zapowiadane nam przez UFOnautów, albo zobaczyć
interesującą wieś Wszewilki - której liczne miejsca
warte obejrzenia opisane zostały na totaliztycznej
stronie
wszewilki.htm
oraz dodatkowo przypomniane na przewodniku
po Wszewilkach z niniejszej strony.
Proszę przybyć w owym dniu do Wszewilek,
na niezobowiązujący, nieformalny, anonimowy
"Zlot we Wszewilkach" (ja celowo nie nazywam
go "Zlotem totalizmu", bowiem gro w nim uczestniczących
z założenia będzie niewiele z totalizmem miało
do czynienia - poza uczestniczeniem w owym
Zlocie).
#2. Co i jak można osiągnąć podczas Zlotu "Wszewilki-2006":
Aczkolwiek uczestniczenie w owym Zlocie z 8/7/6
będzie zupełnie anominowe, nieformalne, oraz
pozbawione jakiegokolwiek sztywnego programu,
jednocześnie może ono stanowić doskonałe
przygotowanie do formalnego Zjazdu
"Wszewilki-2007".
Wszakże uczestnicy owego Zlotu będą w stanie
wystestować w praktyce gotowość Wszewilek,
Milicza, oraz UFOnautów, do ugoszczenia
Zjazdowego tłumu. Przy okazji sprawdzą
także osobiście wszelkie punkty które potem
wymagane będą dla właściwego Zjazdu
(np. zdolności noclegowe Wszewilek i
Milicza, liczbę miejsc i jakość gastronomiczną
oraz rozrywkową największych restauracji
Milicza, smak oferowanych tam dań z
milickiego karpia, itp.). Ponadto przetestuja
oni też zdolności organizacyjne KO Zjazdu.
Wszakże ja będę sugerował temu KO
aby na Zlot z dnia 8/7/6 starał się przygotować
dla uczestników Zlotu specjalną "pamiątkę-trophy"
ze zlotu. Pamiątką tą będzie "logo totalizmu", ale
nie takie banalne, a logo o szczególnym charakterze,
bowiem zaprojektowane osobiście przez artystę-karykaturzystę
UFOnautow - po szczegóły patrz ilustracja "Fot. #1"
z niniejszej strony. Test ów będzie więc polegał
m.in. na tym, czy ów KO faktycznie będzie w stanie
zdążyć z wykonaniem owego niezwykłego logo
do daty Zlotu, czyli do 8/7/6 (czasu wszakże już
pozostało ogromnie mało), a także czy będzie w
stanie sprawnie upowszechnić to logo wśród
uczestników Zlotu.
Przybywający na Zlot do Wszewilek będą również
w stanie wytestować przydatność okolic owej wsi
do obozowania tam pod namiotami. Wszakże
aby być we Wszewilkach już o 7 rano w sobotę
dnia 8/7/6 i na własne oczy zobaczyć czy UFOnauci
będą w stanie wywołać deszcz żywych rybek (jak
wyjaśnione w P.S. do wpisu #64 z bloga totalizmu),
niemal wszyscy z nich muszą przybyć w pobliże
Wszewilek poprzedniego wieczora lub nocy.
Ci co na Zlot przybędą we własnym samochodzie,
mogą na noc zatrzymać się w Karłowie lub
Miliczu - tak jak to opisane w punkcie #6 poniżej,
a także na stronie
"wszewilki_2007.htm".
Jednak ci co nie posiadają własnego transportu,
będą musieli przenocowac w swoich własnych
namiotach już w samych Wszewilkach -
najlepiej wokół pola gry miejscowego boiska
sportowego połozonego tuż przy torach kolejowych.
W przeciwieństwie do Zjazdu "Wszewilki=2007",
niestety ja sam nie będę mógł sobie pozwolić aby
osobiście przylecieć z Nowej Zelandii na ów Zlot
z 8 lipca 2006 roku. Do dnia jego ropoczęcia jest
już także zbyt mało czasu aby przygotować dla niego
jakieś oficjalne imprezy, sale, czy prezentacje referatów
(jedyne co dla owego zlotu mogę uczynić, oraz co
faktycznie już uczyniłem, to zaapelować do kumotrów
UFOnautów aby o 7 rano w dniu 8 lipca 2006
roku wytestowali na Wszewilkach swoje
zdolności do wywołania deszczu żywych
rybek). Jednak ciągle uczestnicy owego Zlotu
będą mieli sporo zajęć do zrealizowania po przybyciu
do Milicza i Wszewilek - patrz punkt #4 tej strony.
Odnotuj, że spisywane "na gorąco" uwagi i
komentarze wszystkich zainteresowanych
stron o niniejszym Zlocie "Wszewilki-2006"
z dnia 8 lipca 2006 roku, podobnie jak spisywane
"na gorąco" uwagi i komentarze wszystkich
zainteresowanych stron o Zjeździe
"Wszewilki-2007", zawarte są w blogu
totalizmu dostępnym pod adresami z
punktu #12 tej strony (np. patrz tam wpisy
nr #64 i #63).
#3. Dlaczego właśnie Zlot
"Wszewilki-2006",
a nie np. zlot "Zakopane-2006" czy zlot "Sopot-2006":
Ci z czytelników, którym znane są już liczne
problemy najróżniejszej natury z jakimi
boryka się organizowanie Zjazdu
"Wszewilki-2007",
zastanawiają się zapewne dlaczego ja
proponuję i nawet nalegam, aby również
Zlot
"Wszewilki-2006"
odbywał się w dokładnie tej samej wsi Wszewilki.
Czyż nie lepiej byłoby ów Zlot zorganizować
w miejscowości która już posiada wszelką
infrastrukturę dla zlotów, a więc posiada
hotele, restauracje, od dawna wszystkim
znane atrakcje turystyczne do zwiedzania,
itd., itp. Jednym słowem, dlaczego organizować
Zlot "Wszewilki-2006", kiedy można było
wyciągnąć już wnioski z problemów Zjazdu
"Wszewilki-2007" i zorganizować ów zlot
np. w Zakopanem czy Sopocie? Odpowiedź
na to jest bardzo prosta - z powodu działania
tzw.
"praw moralnych".
Ponieważ niewielu czytelników słyszało zapewne
o istnieniu owych
"praw moralnych",
a jeszcze mniej wie jak dokładnie one działają,
w niniejszym punkcie wyjaśnię dogłębniej
dlaczego i jak działanie owych praw wymaga
aby także i opisywany tutaj zlot organizowany
przez totaliztów musiał się odbywać właśnie
we Wszewilkach i to właśnie w dniu 8/7/6.
Jak zapewne czytelnik jest tego świadomy, w
chwili obecnej toczy się otwarta wojna pomiędzy
totalizmem a UFOnautami skrycie okupującymi
naszą planetę. Jednym z pól bitewnych tej wojny
jest właśnie wieś
Wszewilki.
Z jakichś powodów UFOnauci wyniszczają tą wieś
już przez ostatnie ponad 120 lat - co wyjaśniłem
dokładniej na stronie internetowej o
Wszewilkach.
Ponieważ ja wykryłem i wytknąłem im owo
wyniszczanie, UFOnauci sobie wymyślili, że
upokorzą mnie właśnie w owej wsi poprzez
rzucenie mi wyzwania abym zorganizował
Zjazd totalizmu we Wszewilkach, a następnie
poprzez skryte zasabotażowanie owego Zjazdu
tak aby nie mógł się on odbyć. Jednocześnie
poprzez upokorzenie w ten sposób mnie,
dodatkowo UFOnauci przyłożą też i wsi
Wszewilki z której ja pochodzę, a którą to
wieś prześladują oni i wyniszczają już
bez przerwy co najmniej od około 1875 roku.
Czyli w rzeczywistości organizowanie Zjazdu
"Wszewilki-2007"
nie jest jakąś tam zwyczajną czynnością
organizacyjną, a zakamuflowaną "bitwą
o Wszewilki" która
właśnie toczy się pomiędzy UFOnautami i
totaliztami. Jak każda zaś bitwa, będzie ona
miała jedną stronę która ją wygra, oraz jedną
stronę która ją przegra. Jeśli totalizm zdoła
zorganizować we Wszewilkach udany Zjazd,
będzie to jego wygraną w owej bitwie. Jeśli
jednak UFOnauci zdołają skrycie zasabotażować
organizowanie owego Zjazdu i spowodować
że Zjazd albo wogóle się nie odbędzie, albo
też odbędzie się ale będzie nieudany, wówczas
bitwę tą wygrają UFOnauci. Wszakże zupełna
niemożność zorganizowania tego Zjazdu,
lub nieudany jego przebieg, będzie rodzajem
publicznego upokorzenia dla mnie,
rodzajem katastrofy organizacyjnej
dla całego totalizmu, a ponadto sposobem
UFOnautów na dołożenie dodatkowego
prześladowania do poprzednich zgnębień
prześladowanej przez nich wsi Wszewilki.
Jednym z narzędzi którym totalizm skutecznie
się posługuje w wygrywaniu kolejnych bitew z
UFOnautami są
prawa moralne.
Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu działania
owych praw, totalizm mimo wszystko relatywnie
często wygrywa jednak z UFOnautami, na
przekór że UFOnauci mają nad nim miażdżącą
przewagę w praktycznie każdej dziedzinie. Jednym
zaś z praw moralnych którego działanie odnosi
się szczególnie mocno do obecnego pola bitewnego
we Wszewilkach, jest prawo które w podrozdziale
I4.1.1 z tomu 5 monografii
[1/4]
opisane zostało pod nazwą "prawa samoczynnej
transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne".
(Działanie i użycie tego prawa w walce i bitwach wyjaśnione
jest dokładniej w podrozdziale W6.2 z tomu 18 monografii
[1/4],
gdzie sposób jego użycia nazywany jest "Metodą Jezusa".
Jest ono także skrótowo opisane na odrębnej stronie
internetowej o
prawach moralnych.)
Generalnie działanie tego prawa sprowadza się do
faktu, że jeśli następuje konfrontacja dwóch stron,
zaś fizycznie konfrontację tą wygra strona która
jednak przegra ową konfrontrację na polu moralnym,
wówczas prawa moralne automatycznie i samoczynnie
unieważnią wynik owej konfrontacji, zaś stronę która
początkowo fizycznie wygrała tą konfrontację jednak
przegrała ją moralnie, spotka taki los jakby przegrałą
ją również i fizycznie, natomiast stronę która przegrała
ją fizycznie jednak wygrała ją moralnie, z czasem spotka
taki los jakby wygrała ją również fizycznie. Wyrażając
to innymi słowami, jeśli ja i totalizm działali będziemy
w zgodzie z prawami moralnymi, wówczas nawet jeśli
UFOnauci fizycznie wygrają tą "bitwę o Wszewilki",
wówczas do działania wkroczą prawa moralne i
stanie się tak jakby bitwę tą przegrali. Jeśli zaś ja
i totalizm działali będziemy moralnie, zaś fizycznie też
zdołamy wygrać ową "bitwę o Wszewilki", wówczas
prawa moralne spowodują, że nasze zwycięstwo będzie
trwałe i UFOnauci nie zdołają już odwrócić na swoją
korzyść jego wyników. Właśnie z powodu działania
owego prawa jest ogromnie istotne abym zarówno
ja, jak i inni totaliźci, działali w sprawie "bitwy o Wszewilki"
zawsze w zgodzie z treścią
praw moralnych.
Od pierwszej chwili kiedy zrodziła się myśl aby
Zjazd totalizmu zorganizować we Wszewilkach,
umysły i uczucia wszystkich tych którzy cokolwiek
wiedzą o owej sprawie zaczęły budować dla niej tzw.
"pole moralne".
W tej chwili owo pole moralne jest już bardzo
wyraźne i dobrze wykształtowane. Dzięki jego
istnieniu, wiadomo teraz już dokładnie jakie działania
w sprawie "bitwy o Wszewilki" są moralne, a jakie
nie. Abym tą bitwę więc wygrał moralnie, wystarczy
abym w swoich działaniach przez cały czas
poruszał się pod górę owego pola. Dla Wszewilek
takie poruszanie się pod górę owego pola moralnego
jest łatwe, bowiem dokładnie jest mi już wiadomo
jak ono tam przebiega, oraz jakie są zasady właśnie
takiego tam poruszania się. Gdybym jednak ja sam,
albo też UFOnauci, przy braku rozwagi zamiast kontynuować
"bitwę o Wszewilki" właśnie we Wszewilkach, nagle
przenieśli pole owej bitwy np. do Zakopanego czy
Sopotu, wówczas raptownie daliby nurka w dół
owego pola moralnego. Wszakże zgodnie z prawami
moralnymi zrealizowaliby wówczas "unik", zaś unik
taki zgodnie z prawami moralnymi jest "pójściem
wzdłuż linii najmniejszego oporu intelektualnego",
czyli właśnie daniem nurka w dół pola moralnego.
Takie więc nagłe przeniesienie pola bitwy w inne
miejsce, dla przenoszącego oznaczałoby przegranie
walki na polu moralnym (nawet jeśli dzięki temu
wygrałby ją na polu fizycznym). To zaś z kolei
oznaczałoby że do działania wkroczyłyby prawa
moralne i z czasem unieważniły również owo
zwycięstwo fizyczne.
Powodem dla jakiego wyjaśniłem tutaj sprawę
zaistnienia pola moralnego które już narosło
wokół "bitwy o Wszewilki", a także wyjaśniłem
sprawę wpływu tego pola na końcową wygraną
i przegraną w owej bitwie, jest ostrzeżenie wszystkich
prawdziwych totaliztów. W filozofii totalizmu istnieje
bowiem pojęcie zwane "intelektem zbiorowym".
Intelekt ten formowany jest przez myśli i uczucia
wszystkich tych ludzi którzy intuicyjnie lub w
sposób świadomy utożsamiają siebie z tą samą
organizacją czy ideą - w tym przypadku z totalizmem.
Z kolei po uformowaniu takiego intelektu zbiorowego,
zaczyna on doświadczać podobne losy jak indywidualna
osoba - znaczy co z nim się dzieje również rządzone
jest tymi samymi prawami moralnymi. Właśnie z powodu
istanienia takiego "zbiorowego intelektu totalizmu",
niniejszym chcę ostrzec wszystkich ludzi utożsamiających
się uczuciowo albo intuicyjnie z totalizmem, aby
bardzo uważali co czynią, bowiem ich indywidualne
działania formują wypadkową od której zależały będą
przyszłe losy totalizmu. We wszystkich też sprawach,
w tym w sprawie owych zjazdów i zlotów we Wszewilkach,
ich indywidualne działania powinny jednoczyć się
wokół wspólnego dążenia do postępowania pedantycznie
moralnego i zgodnego z działaniami wszystkich innych
totaliztów. Aby zaś uformować taki jednolity front
postępowania zgodnego z działaniem praw moralnych,
chcę w tym miejscu ich ostrzec, że w obliczu obecnego
rozwoju sytuacji mają obowiązek aby już nawet NIE
rozważać zlotu czy jakiegokolwiek innego nieformalnego
spotkania w miejscu odmiennym niż Wszewilki
czy Milicz, oraz/lub w terminach innych niż podane.
Z opisanych tutaj powodów formalnie zakazuję też
faktycznym totaliztom (tj. tym osobom które poprzez
własne mysli i uczucia dołączyli swój własny intelekt
osobowy do "zbiorowego intelektu totalizmu") brania
udziału, aż do odwołania, w imprezach organizowanych
rzekomo w duchu totalizmu gdziekolwiek indziej niż
Wszewilki lub Milicz, oraz ogłaszam takie imprezy (spotkania)
za nielegalne i sprzeczne z zasadami działania totalizmu.
Niniejszy zakaz organizowania imprez totaliztycznych w miejscach innych
niż Wszewilki lub Milicz, a także w terminach innych niż tu podane,
ponadto zakaz brania udziału w takich imprezach, obowiązuje
faktycznych totaliztów aż do czasu kiedy sprawa fizycznej
i moralnej wygranej opisywanej tutaj moralnej "bitwy o Wszewilki"
zostanie definitywnie rozstrzygnięta, czyli obowiązuje
aż do dnia 31 grudnia 2007 roku. W tym miejscu
przypominam również, że daty wytypowane już
obecnie dla legalnych zgromadzeń totalizmu są
jak następuje: nieformalny Zlot we Wszewilkach
Wszewilki-2006
- sobota 8 lipca 2006 roku (tj. w dniu 8/7/6).
Formalny Pierwszy Zjazd Totalizmu
"Wszewilki-2007"
- sobota 7/7/7. Impreza (zlot lub zjazd)
"Wszewilki-2008" - sobota, dnia 9/8/8,
oraz impreza "Wszewilki-2009" - sobota
dnia 8/8/9. Powyższe daty i miejsce owych
imprez zostały starannie dobrane w zgodzie
z zasadami postępowania totalizmu (wyjaśnionymi
w niniejszym punkcie tej strony), tak że wzięcie
w nich udziału wynosi totalizm pod górę pola
moralnego. Tym samym, nawet jeśli przeciwnicy
totalizmu zdołają zamienić te imprezy w fizyczną
przegraną, ciągle prawa moralne zniwelują
skutki tej przegranej i w końcowym efekcie
nadal pozwolą totalizmowi wyjść zwycięsko
z tej "bitwy o Wszewilki".
Totaliźci nie powinni jednak przeszkadzać ani
w żaden sposób interweniować, jeśli takie inne
miejsca sabotażujących spotkań rzekomego
totalizmu, lub inne terminy spotkań, będą
wybrane przez zakamuflowanych
przeciwników totalizmu, lub przez
UFOnautów-podmieńców
podszywających się pod totaliztów i działających
w rzekomym imieniu totalizmu. Tyle że faktyczni
totaliźci powinni wówczas wstrzymać się przed wzięciem
udziału w tych imprezach - zgodnie z wyjaśnionym
powyżej zakazem. Totaliźci nie powinni bowiem
przeszkadzać owym przeciwnikom totalizmu i UFOnautom,
aby ci ochotniczo przegrali moralnie tą "bitwę o
Wszewilki" - nawet jeśli fizycznie ją wygrają np. poprzez
zorganizowanie gdzieś spotkania sabotażującego
które ogłoszą jako rzekome "spotkanie totalizmu",
ale zorganizują je albo w całkiem innym miejscu,
albo też na obszarze Wszewilek czy Milicza - tyle
że w całkiem innej dacie niż daty podane na tej
stronie.
#4. Program Zlotu "Wszewilki-2006":
Motto: Pamiętaj o zasadach totaliztycznego zlotu: nie czyń niczego poza dobrem, nie powiększaj niczego poza wiedzą, nie pozostawiaj niczego poza śladami swych stóp, nie zabieraj ze sobą niczego poza pamięcią oraz zdjęciami jakie pstryknąłeś podczas swej wizyty.
Zlot we Wszewilkach z soboty dnia 8 lipca
2006 roku, będzie imprezą zupełnie
nieformalną oraz pozbawioną jakiejkolwiek
struktury czy organizacji. Każdy będzie w
nim uczestniczył anonimowo. Każdy też
będzie w nim czynił co sobie z góry
zaplanuje, lub co mu przyjdzie do głowy
już na miejscu. Wytyczne do ewentualnego
planowania spędzania czasu na tym Zlocie,
czyli opisy co ciekawszych miejsc we
Wszewilkach które warto oglądnąć,
a także opisy co bardziej interesujących
aktywności których warto doświadczyć,
są już zaprezentowane na niniejszej stronie,
zaś z upływem czasu będą jeszcze dodatkowo
udoskonalane w późniejszych akualizacjach
tej strony. (A we Wszewilkach jest wiele do
zobaczenia i wiele do doświadczenia,
szczególnie jeśli ktoś interesuje się
przeszłością i jej zagadkami, o czym
można się przekonać przeglądając stronę
Wszewilki.)
Wybierając się na ten Zlot trzeba jednak
pamiętać o zasadach totaliztycznego zlotu
(patrz "motto" powyżej) a także pamiętać o
zabraniu z sobą aparatu fotograficznego lub/i
kamery wideo. Potem proszę też pamiętać aby
pokazać mi co ciekawsze zdjęcia z tego Zlotu
(po ich uprzednim skompresowaniu do objętości
poniżej 100 kB aby nie zakorkować mi skrzynki
pocztowej).
Oto program głównych wydarzeń zlotu,
który proponowałbym uwzględniać podczas
planowania swojego w nim udziału. Wymieniam
owe wydarzenia w ich kolejności chronologicznej:
Godzina 7:00 rano:
możliwość pokazu przygotowanego przez UFOnautów,
w którym żywe ryby będą padały z nieba. Jeśli
opady te faktycznie nastąpią, ich centrum będzie
umiejscowione właśnie na boisku sportowym
Wszewilek. Dlatego owo boisko będzie najlepszym
punktem do obserwowania ich przebiegu (prosze
jednak dokonywać swoich obserwacji z obrzeży
tego boiska, oraz aż do około godziny 8 rano
unikać wejścia na samo pole gry owego boiska).
Na wszelki wypadek warto też trzymać aparaty
fotograficzne i kamery wideo w pogotowiu - aby
nie przegapić jeśli coś niezwykłego faktycznie się
przydarzy.
Godzina 7:00 do 9:00 rano:
"atrakcje" zapowiedziane przez UFOnautów.
Narazie nie jest jeszcze wiadomym jakie to będą
atrakcje (ma to być "niespodzianka" kurtezy
UFOnautów) - jest więc całkowicie możliwe, że będzie
to typowe potraktowanie ludzi przez UFOnautów - tj.
rozczarowanie ludzi zachowaniem UFOnautów!
Na wszelki wypadek warto jednak trzymać aparaty
fotograficzne i kamery wideo w pogotowiu.
Godzina 9:00 rano do 3:00 po południu: sprzedawanie
lub rozdawanie na obszarze boiska sportowego
we Wszewilkach tzw. "trophy" ze Zlotu (a także
rozdawanie innych pamiątek z tej imprezy). Po
szczegóły owego trophy patrz punkt #5 poniżej.
Będzie ono rozdawane z samochodu który przybędzie
około godziny 9 rano na wolny od namiotów obszar
tuż przy polu gry boiska sportowego Wszewilek,
oraz zatrzyma się tam do około godziny 3 po
południu - chyba że już wcześniej zabraknie
mu "trophy" i innych pamiątyek ze zlotu do
dystrybucji.
Godzina 9:00 rano do 12:00 w południe: "parada
pomysłów i talentów". Będzie to przedział czasu
kiedy każdy przybyły w owym czasie na boisko
sportowe Wszewilek ma szansę aby zademonstrować
innym jakiś talent który posiada, lub jakiś pomysł który
przyszedł mu do głowy. Po więcej informacji na temat
tej "parady" patrz punkt #10 pod koniec tej strony.
Godzina 12:00 (czyli "w samo południe"): międzygwiezdny
mecz piłkarski na rzecz pokoju i pojednania intergalaktycznego
rozgrywany pomiędzy drużyną reprezentującą
UFOnautów i drużyną reprezentującą totaliztów.
(Ten historyczny mecz jest jedynie internetową
propozycją. Jego faktyczne rozegranie uwarunkowane
będzie wieloma czynnikami, np. dobrą pogodą
w dniu Zlotu, stawieniem się obu drużyn na miejsce
jego rozegrania, dostępnością sędziego i piłki, itp.)
Po szczegóły owego historycznego meczu
międzygwiezdnego patrz punkt #11 pod koniec
tej strony. Odnotuj że będzie on "międzygwiezdny"
dla wielu powodów, np. ponieważ będzie rozgrywany
pomiędzy wschodzącymi gwiazdami piłkarstwa.
Cały czas, począwszy od momentu przybycia aż
do chwili odjazdu: zwiedzanie interesujących miejsc
Wszewilek, oraz ewentualne zwiedzanie Milicza
(z obowiązkowym odpoczynkiem w którejś z
milickich restauracji w celu spróbowania
miejscowej "delicacy" - czyli dania ze słynnego
milickiego karpia). Proponuję w tym celu
wydrukować sobie kopię strony
Wszewilki,
zaś jeśli chce się też zwiedzić i Milicz - również i
strony o
Miliczu,
a ponadto także kopię niniejszej strony internetowej
z opisami nieoficjalnych szlaków wędrownych z punktu #8 poniżej,
informującymi co, gdzie i jak warto sobie tam pozwiedzać.
Następnie zaś systematycznie proponuję zwiedzać
na własną rękę wszystkie miejsca opisane na owych
stronach. (Co i w jakiej kolejności warto tam zwiedzać,
opisuję to dokładniej już na tej stronie - patrz punkty
od #8.1 do #8.4 poniżej, oraz obiecuję
stopniowo opisy te udoskonalać w miarę publikowania
następnych aktualizacji niniejszej strony i stron z nią
spokrewnionych.)
W tym miejscu czytelnik powinien odnotować, że
internetowe koordynowanie tego Zlotu w
połączeniu z faktycznym brakiem dla niego zarówno
"mistrza ceremonii", jak i zadedykowanego tylko
niemu komitetu organizacyjnego, wprowadza określone
następstwa dla jego programu. Mianowicie, program
tego Zlotu jest w stanie jedynie wskazywać kiedy
określone zdarzenia mogą mieć miejsce, jednak nie
jest w stanie zagwarantować, że to co przewidziane
w programie faktycznie się zdarzy. Wszakże wszystko
zależało będzie od tego czy rzeczywiście na Zlocie zjawią
się chętni którzy ochotniczo zrealizują dane punkty
programu. Dlatego przez cały czas należy pamiętać,
że mottem tego zlotu jest "pół żartem pół serio",
zaś tak faktycznie powinno w nim się liczyć tylko
na własne poczucie humoru oraz na to co samemu
się zaplanuje aby podczas niego zrealizować.
Ci faktyczni totaliźci, którzy poczynią nawzajem
ze sobą prywatne uzgodnienia, co do
niewzbudzającego niczyjej uwagi spotkania się
we Wszewilkach przy okazji owego Zlotu,
powinni wcześniej uzgodnić dokładny punkt
i czas owego spotkania, a także znak rozpoznawczy
(np. czapka czy coś w co będą ubrani) - tak
aby mogli się nawzajem odnaleźć i rozpoznać w tlumie osób tam
obecnych, a z totalizmem zupełnie nie związanych.
Przykładowe punkty spotkania, które istniają w
owym obszarze, są jak następuje: (a) hydrant tuż
przy owym boisku sportowym (jest/był tam tylko
jeden hydrant wodociągów miejskich Milicza),
(b) rząd około 5-ciu brzóz o wieku ponad 150 lat,
które rosną po północnej stronie granicy boiska -
wzdłuż obrzeża dołu pozostałego po wykopaniu
z fundamentami staryżytnego spichlerza Milicza
(szczegóły owego śpichlerza opiszę w wytycznych
do zwiedzania Wszewilek - patrz opis 2 poniżej).
Prosty rząd tych brzóz rozciąga się ze wschodu
na zachód (nawet jeśli UFOnauci spowodują
szybko ich wycięcie, ciągle powinny
pozostać po nich pieńki w Ziemi), można
więc uzgadniać spotkanie np. "przy pniu
drugiej brzozy licząc od zachodu, o godzinie
dokładnie 9:27", itp. W pobliżu są też (c) dwie
pary "szlabanów" kolejowych, jeden przy owej
polnej "starożytnej drodze do młyna wodnego
na Baryczy", która przebiega wzdłuż granic
owego boiska sportowego we Wszewilkach,
drugi zaś szlaban jest zlokalizowany na
przecięciu się brukowanej szosy przez
Wszewilki z torami kolejowymi. Można
więc wyznaczać sobie spotkania, np.
"przy północnym ramieniu szlabanu przy
drodze do młyna", lub przy zachodnim ramieniu
"szlabanu" na wybrukowanej drodze głównej.
Można też spotkać się na chodniku przed
ważniejszymi budynkami Wszewilek, np.
(d) przed starym młynem elektrycznym lub
(e) przed budynkiem byłej szkoły (chodnik
ten biegnie tylko po południowej stronie
głównej drogi przez Wszewilki). Można
też spotkać się (f) przy basenie przeciwpożarowym
zbudowanym już po wojnie w miejscu gdzie
kiedyś stał dom karczmarza Wszewilek
(dom ten został spalony zaraz po wyzwoleniu
wraz z rodziną owego karczmarza w środku).
Wszystkie te miejsca spotkań jakie powyżej
wymieniłem, leżą we wzajemnej odległości
maksimum 150 metrów od siebie (za wyjątkiem
budynku szkoły, która leży aż około pół
kilometra od boiska sportowego).
Z biegiem czasu dla uczestników owego Zlotu
"Wszewilki-2006"
postaram się publikować coraz dokładniejsze i
kompletniejsze wytyczne co i w jakiej kolejności
powinni zwiedzać podczas pobytu we Wszewilkach,
a także jakie inne imprezy, działania, testy i sprawdzenia
powinni podjąć i zrealizować aby dołożyć swoją
kontrybucję do organizowania Zjazdu
"Wszewilki-2007".
Niestety, przygotowanie takich szczegółowszych
wytycznych wymaga czasu, będę je przygotowywał
więc stopniowo i publikował w kolejnych aktualizacjach
niniejszej strony. Już obecnie uczyniłem początek
tego publikowania, udostępniając w punkcie #8 tej
strony rodzaj przewodnika turystycznego oraz opisu
nieoficjalnych szlaków wędrownych umożliwiających
zwiedzenie najważniejszych atrakcji Wszewilek.
Nie wiem czy czytelnik zwiedzał kiedyś pola dawnych
bitew. Ja nimi się interesowałem, więc kiedy tylko
miałem okazję rzucałem na nie okiem. Otóż jeśli się
patrzy na nie z punktu widzenia ich dzisiejszego
stanu, wyglądają ogromnie skromnie i niepozornie.
Ot zwykłe sobie pola, często zaniedbane i zarosłe krzakami.
Aż trudno uwierzyć, że kiedyś ścierały sie na nich
całe armie, że naraz umierało na nich tysiące ludzi,
oraz że od wydarzeń jakie na nich miały miejsce
często zależały losy całych imperiów. Jeśli jednak
ktoś oczami wyobraźni potrafi się przenieść w ich
przeszłość, oraz zdoła odtworzyć w myślach to
co w nich się przydarzyło, wówczas nagle pola te
ożywają. Nie są one już dłużej porosłymi krzakami
polami, a świadectwami istotnej historii którą z ich
pomocą my możemy sobie teraz uzmysłowić.
Dlatego tak właśnie radziłbym czytelnikowi patrzeć
na Wszewilki podczas ich zwiedzania wzdłuż
wybranych przez siebie szlaków wędrownych
opisanych w punkcie #8 tej strony. Oczami
wyobraźni proponuję ujrzeć tam NIE to co
pozostało w nich do dzisiaj, a to co tam kiedyś
było zanim drapieżne szpony ustanawiaczy historii
rozdrapały to do obecnej nicości. Ponadto proponowałbym
na Wszewilkach prześledzić, jak skutecznie diaboliczne
moce UFOnautów są w stanie obrabować ludzi z
ich historii. Taki bowiem sam rabunek i wymazywanie
historii jaki dzisiaj daje się już wykazać i zrekonstruować
że miał miejsce na
Wszewilkach,
miał także miejsce na całej naszej planecie i dla całej
ludzkości. Tyle że dla całej ludzkości nikt takiej pełnej
rekonstrukcji historii jeszcze nie dokonał. Być może,
że Ty czytelniku powinieneś to kiedyś uczynić - po tym
jak na miejscu prześledzisz jak to dokonane zostało
dla Wszewilek.
#5. "Trophy" ze Zlotu we Wszewilkach w dniu 8/7/6:
W każdym co bardziej szanującym się zlocie,
jego uczestnicy zdobywają lub otrzymują tzw.
"trophy". (Owo "trophy" to pamiątka
ze zlotu, na której otrzymanie nałożony jest
obowiązek co najmniej uczestniczenia w
owym zlocie, a czasami nawet kilka dalszych
dodatkowych trudnych do spełnienia wymagań,
np. wygrania określonych kompetycji czy zawodów.)
Chciałbym więc tu zaproponować, aby również
dla uczestników Zlotu we Wszewilkach w dniu
8 lipca 2006 roku, KO Zjazdu "Wszewilki-2007"
przygotował mały "souvenir" właśnie jako takie
"trophy". Mianowicie proponowałbym aby
wszyscy uczestnicy Zlotu, którzy w owym dniu
zjawią się we Wszewilkach w punkcie odbierania
trophy (którym warto aby było pole boiska
sportowego we Wszewilkach, jakie dla owego
Zlotu będzie punktem zbiorczym),
mogli otrzymać zupełnie za darmo, albo też
nabywać jedynie po kosztach wytworzenia, unikalne
logo totalizmu. Logo to ma tą niezwykłą cechę,
że jego wielkość, sposób noszenia, a także
ogólny wygląd, z całą pewnością "zaprojektowane
zostały przez artystę-karykaturzystę UFOnautów".
Jego wygląd zobaczyć można na ilustracji "Fot. #1"
poniżej. Ponieważ powyższe aspekty owego
logo zaprojektowane zostały przez artystę
UFOnautów, czyli przez wroga totalizmu - tyle
że działającego w sposób skryty, logo to może
być kupowane i noszone również przez wrogów totalizmu
(wszakże wówczas jego noszenie będzie oznaką
wspierania intencji UFOnautów oraz wspierania
działalności owych wrogów totalizmu).
Oczywiście, może ono także być noszone jako
ciekawostka przez ludzi których nic z totalizmem
nie łączy, a którzy jedynie zechcą posiadać na
własność coś o "nieziemskim" pochodzeniu.
Niezależnie więc od tego czy jesteś zwolennikiem
totalizmu, czy jego przeciwnikiem, albo nie
masz jeszcze żadnej opinii o totaliźmie, albo nawet
jesteś UFOnautą wysłanym "incognito" na
Ziemię aby zwalczać totalizm, niezależnie też
od tego czy jesteś mężczyzną czy kobietą,
pełnoletnim czy nieletnim, a także czy jesteś
praktykującym cokolwiek czy też jesteś wstrzymującym
się od czegokolwiek, ciągle powinieneś już teraz
sobie zaplanować, że w dniu 8 lipca 2006
roku znajdziesz się we wsi Wszewilki
koło Milicza, na Zlocie "Wszewilki-2006", aby
sobie odebrać niezwykły rodzaj ozdoby
zaprojektowanej przez UFOnautów i cechującej
się fascynującą historią. Jeśli na otrzymanie tej
ozdoby przez Ciebie nałożone będą jakieś
dodatkowe czy specjalne warunki, wówczas
niniejsza strona napisze o tym w terminie
późniejszym, kiedy to dokładnie poznane już
zostaną sprawy wyprodukowania i kosztów
tej wersji "logo totalizmu". (Warunki te będą
mogły stwierdzać co specjalnego musisz
uczynić aby zapracować sobie na owo logo,
lub ile musisz za nie zapłacić, ale nie będą
nakładały żadnych ograniczeń na to kto jest
uprawnioony do jego zdobycia. Tj. zdobyć
to logo będzie mógł każdy kto wypełni
zdefiniowane później warunki - jeśli takowe
wogóle będą wprowadzone.) Już w chwili
obecnej się zakłada, że do otrzymania tego
logo będzie uprawniony każdy kto po nie
się zgłosi we Wszewilkach, bez względu na
wiek czy wygląd, płeć czy orientację, wrogość
czy przyjacielskość, wiarę czy niewiarę, itp., itd.
Wygląd owej zaprojektowanej przez karykaturzystów-UFOnautów
wersji "logo totalizmu" pokazany został
na poniższej karykaturze z "Fot. #1".
Fot. #1: Interesujące użycie tzw. "logo totalizmu" zaprojektowane przez
artystę-karykaturzystę UFOnautów. Ja osobiście bym proponował, aby
w pokazanym powyżej wzorcu i wykonaniu, logo to było rozdawane
lub sprzedawane jako "trophy" ze Zlotu "Wszewilki-2006" odbywającego
się we Wszewilkach w dniu 8/7/6. Wszakże przy takim jego zaprojektowaniu,
logo to może być nie tylko noszone na szyi, ale także wpinane w klapę,
zawieszane u paska do spodni, przyłączane do portmonetki, czy nawet
używane w roli kółka na klucze.
(Logo to widać na mojej szyi w powyższej karykaturze przygotowanej
przez UFOnautów.) Historia owej wersji logo jest raczej niezwykła.
Mianowicie, została ona zaprojektowana przez artystę-karykaturzystę
UFOnautów. (W dzisiejszych czasach niewiele obiektów na Ziemi
może się poszczycić że z całą pewnością zaprojektował je UFOnauta.)
Po raz pierwszy wizerunek tej wersji logo totalizmu ukazał się na
powyższej sarkastycznej karykaturze, która opublikowana była aż na
kilku odmiennych stronach tego samego internetowego "web-ringu"
do którego należy strona internetowa UFOnauty Robina (tego samego
UFOnauty Robina, który w sobotę, dnia 7/7/7, o godzinie 12:45 - 13:00,
zgodził się zaprezentować na Zjeździe
"Wszewilki-2007"
punkt widzenia UFOnautów, a także zalewitować przed swoją wypowiedzią
aby udowodnić zebranym na sali, że faktycznie reprezentuje on UFOnautów
- dla obejrzenia sobie jego anty-totaliztycznej strony patrz
ruchoporu.org).
Jednak kiedy w dniu 23 kwietnia 2006 roku ponownie sprawdzałem
dostępność powyższej ilustracji z owym logo, z jakichś tajemniczych
powodów byłem w stanie ją znaleźć tylko pod jednym z adresów owego
"web-ringu", mianowicie pod adresem
totalizta.blox.pl.
Najwyraźniej poprzez umożliwienie mi jego odnalezienia tylko pod owym
jedynym adresem, UFOnauci starają się w sposób "aluzyjny" przekazać
mi jakąś informację (może czytelnik potrafiłby mi podpowiedzieć co
to za informacja i co na drugim poziomie wniosków, tj. wniosków z
wniosków, może nam ona ujawnić?).
Ciekawostką tej wersji logo jest, że artysta-UFOnauta który przygotował
jej projekt faktycznie okazuje się doskonałym fachowcem. Wszakże
jeśli odłoży się na bok osobiste uprzedzenia i spojrzy na jego karykaturę
z punktu widzenia oceny jakości - jego produkt okazuje się doskonały
(totalizm może jedynie pomarzyć aby w jego szeregach znaleźli się
faktyczni totaliźci którzy byliby równie doskonałymi fachowcami, jak ci
działający w sposób skryty na rzecz UFOnautów). Przykładowo,
artysta ów musiał uprzednio studiować gdzieś z ukrycia moje zwyczaje
i zachowanie, bowiem faktycznie w swoim życiu prywatnym ja czuję się
lepiej jeśli to co ubieram ma na tyle długie rękawy że wystają mi z nich
jedynie palce (połowa moich dłoni zwykle chowa się w rękawach tego co
lubię ubierać). Ponadto faktycznie nie lubię zapinać guzików przy mankietach
rękawów tego co ubieram. Abstrachując jednak od samej karykatury, jej
ciekawostką jest, że prezentuje ono nowe zastosowanie tzw. "logo totalizmu"
wykonane w pokazanej powyżej w formie. To zaś podsuwa nam doskonały
pomysł na trophy ze Zlotu "Wszewilki-2006". Jako takie trophy warto
bowiem przygotować właśnie owo logo w wersji zaprojektowanej przez
UFOnautów. Wszakże same logo totalizmu posiada bardzo niewykłe
cechy - po dane patrz strona
totalizm.
Przykładowo, wydziela ono unikalny rodzaj wibracji radistezyjnych które daje się
nawet odbierać wahadełkiem różdżkarskim. Ponadto posiada ono zdolność do
przekonfigurowywania przeciw-świata, co w tłumaczeniu na nasze oznacza,
że przynosi ono szczęście temu kto je przy sobie nosi. "Trophy" ze zlotu
zawierające owo logo będzie więc także przynosiło szczęście. Przykładowo,
jej umieszczenie na powyższej karykaturze najprawdopodobniej spowodowało
że zacięty wróg totalizmu, UFOnauta Robin, przeszedł transformację
z wroga w partnera do rozmów. Tam zaś gdzie na przekór wrogości
zaczyna się rozmowy, zaczyna również rodzić się i nadzieja na stopniowe
rozwiązanie różnic które nas dzielą (co faktycznie jest oznaką przynoszenia
szczęścia). Warto też odnotować, że z uwagi na nietypowe pochodzenie
projektu takiego użycia logo totalizmu, użycie to może być noszone nie
tylko przez totaliztów, ale także przez przeciwników totalizmu, czy przez
ludzi których totalizm zupełnie nie interesuje chociaż lubują się w niezwykłościach.
* * *
Zauważ, że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu
wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto
większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając
w to populany "Internet Explorer", pozwala na
załadowanie każdej ilustracji
do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli
przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć,
a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego
przez siebie software graficznego.
#6. Opcje przybycia do Wszewilek, przenocowania we Wszewilkach lub w Miliczu, zwiedzania Wszewilek i Milicza, oraz powrotu do domu:
Motto: "W życiu nigdy nie żałujemy że coś uczyniliśmy lub zwiedziliśmy, jednak często żałujemy że mieliśmy okazję aby coś uczynić lub zwiedzić, jednak z niej nie skorzystaliśmy."
Zlot "Wszewilki-2006" jest rodzajem prywatnej
wycieczki do Wszewilek, tyle że wykonanej przez
wielu ludzi naraz (wszakże "w kupie zawsze raźniej
i bezpieczniej"). Jak więc niemal wszystko na takiej
wycieczce, nikt nie będzie jej uczestnikom zabezpieczał
ani zakwaterowania, ani wyżywienia, ani przewodników
czy organizatorów którzy przygotowaliby dla nich
rozrywki, ani żadnych innych wygód. Dlatego uczestnicy
tego Zlotu, po zjawieniu się w okolicy Wszewilek lub
Milicza muszą sami zatroszyć się o zabezpieczenie
sobie wszystkiego co będzie im potrzebne dla
konstruktywnego i przyjemnego spędzenia tam czasu.
Opisywany tutaj Zlot będzie imprezą jednodniową.
Dlatego jeśli ktoś przybędzie na niego głównie w
celu poznania Wszewilek i ich historii, wówczas
najbardziej optymalne rozwiązanie które ja bym
mu polecał, to zjawić się we Wszewilkach możliwie
wcześnie rano w dniu 8/7/6, zobaczyć co się będzie
działo na obecnym boisku sportowym Wszewilek -
które będzie centrum dla owego Zlotu, odnaleźć
kumpli lub korespondentów z którymi tam się umówiło,
pozwiedzać razem z kumplami szlaki wędrowne
opisane w punkcie #8 tej strony - nawzajem sobie
przypominając co interesującego warto tam
odnotować i jaka była historia, funkcja, oraz losy
danego miejsca, poczym wyjechać z powrotem do
domu jeszcze tej samej soboty 8/7/6. Jeśli zaś ktoś
przybędzie do Wszewilek aby również doświadczyć
"nadprzyrodzonych" zjawisk, wówczas najlepszą
ku temu okazją będzie tam przenocować - najlepiej
właśnie na owym obecnym boisku Wszewilek (czyli na
historycznym obszarze obozowania kupców i handlarzy
koni). Poniżej wyszczególniłem najważniejsze możliwości
(opcje) jakie są mi znane w zakresie sposobu przybycia
do Wszewilek, noclegu albo we Wszewilkach albo
też w pobliskim Miliczu, zwiedzania atrakcji i
niezwykłości Wszewilek oraz Milicza, oraz
końcowego powrotu do domu. Oto owe opcje:
#6.1.
Przybycie do Wszewilek samochodem czy motocyklami albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni
z nocowaniem w Ośrodku Wypoczynkowym w Karłowie pod Miliczem lub też w którymś z milickich hoteli,
oraz zwiedzanie atrakcji Wszewilek i Milicza z pomocą samochodu:
Niniejsza opcja pozwala na najszybsze oraz
na najmniej uciążliwe zwiedzenie opisywanych
na tej stronie ciekawostek i szlaków wędrownych
Wszewilek i Milicza. Jeśli mieszka się jedynie
kilka godzin jazdy od Wszewilek, wówczas do wsi
tej można przybyć dopiero rano, np. w sobotę
dnia 8/7/6. W takim przypadku warto podjechać
samochodem aż do młyna elektrycznego Wszewilek,
zaparkować tam samochód, podejść piechotą do
pobliskiego boiska sportowego, a następnie przejść
już na piechotę szlak wędrowny opisany w punkcie
#8.2 niniejszej strony internetowej. Po przejściu
owego szlaku piechotą i oglądnięciu w ten sposób
stanu miejscowych dróg polnych, można rozważyć
czy chce się podejść czy też podjechać do tamy
na Baryczy owym historycznym fragmentem
"drogi do starego młyna wodnego na Baryczy"
opisanym w punkcie #8.1 niniejszej strony.
Wszakże od młyna elektrycznego we Wszewilkach
do owej tamy jest mniej niż 1 km, tyle że polną
drogą (trzeba jednak pozostawić samochód jakieś
300 metrów od owej tamy, kiedy droga którą
podążamy zniknie pod wałem nowego stawu rybnego).
Po oglądnięciu tamy i czakramu energetycznego
Milicza, można powrócić do Wszewilek, poczym
już z pomocą samochodu oglądać atrakcje opisane
w szlakach wędrownych z punktów #8.3 i #8.4 tej
strony. Jeśli zaś mieszka się wiele godzin jazdy
od Wszewilek, wówczas można przyjechać dzień
wcześniej do Milicza, zanocować w jednym z miejsc
noclegowych opisanych poniżej, oraz od rana
następnego dnia ziwedzić Wszewilki tak jak to
opisano powyżej, zaczynając od zaparkowania
samochodu w okolicach młyna elektrycznego
tej wioski.
Jeśli w owej opcji przybycia do Wszewilek we
własnym samochodzie ktoś zdecyduje się
zatrzymać na miejscu na jedną lub kilka nocy,
wówczas ma do wyboru cały szereg miejsc
noclegowych. Jednym z owych miejsc jest
Ośrodek Wypoczynkowy w Karłowie pod
Miliczem (Państwowy-Miejski Ośrodek
pod zarządem miasta Milicza). Ośrodek
ten jest oddalony jedynie o około 5 km
od Wszewilek. Stąd jeśli ktoś zechce, w
sobotę (dnia 8/7/6) wcześnie rano zdąży
się z niego podjechać do boiska sportowego
Wszewilek na możliwy pokaz "deszczu
żywych rybek". Oto dane owego ośrodka:
Adres pocztowy:
Ośrodek Wypoczynku Świątecznego Milicz-Karłowo,
ul. Poprzeczna 9,
56-300 Milicz, woj. dolnośląskie.
Telefon (w Polsce): 0-71-3841215.
Email: (? narazie nieznany - jeśli ktoś go pozna wóczas proszę dać mi znać!)
Na stronach internetowych Milicza, np. na
stronie o adresie
www.milicz.pl/turystyka/noclegi/,
opisane są także jeszcze inne możliwości
zakwaterowania w Miliczu (czyli około 3
km od Wszewilek - tj. wystarczająco blisko
aby w sobotę na 7 rano dojechać stamtąd
do boiska sportowego Wszewilek). Przykładowo,
jest tam opisany "Hotel Libero". Jego dane:
Adres pocztowy:
Hotel Libero, 56-300 Milicz, ul. Kosciuszki 2
Telefon (w Polsce): 071/383 13 90, 38313 91 fax 071/383 13 92
Email: (? narazie nieznany - jeśli ktoś go pozna wóczas proszę dać mi znać!)
Ponadto na stronach internetowych Milicza opisane jest też
Centrum Edukacyjno-Metodyczne, które reklamuje się że ma w ofercie:
-100 miejsc w pokojach 2-, 5- i 6- osobowych,
-kuchnię turystyczną (z pełnym wyposażeniem),
-wyżywienie całodzienne dla grup zorganizowanych - na zamówienie,
-jadalnio-świetlicę, świetlice (ze sprzętem audio-video),
-węzeł sanitarny z natryskami, boisko do piłki siatkowej oraz miejsce do grilowania,
Jego dane:
Adres pocztowy:
Centrum Edukacyjno-Metodyczne,
56-300 Milicz, ul. Trzebnicka 4b
Telefon (w Polsce): (071) 384 02 37, tel./fax (071) 384 02 38
Email: (? narazie nieznany - jeśli ktoś go pozna wóczas proszę dać mi znać!)
* * *
Proszę mieć na uwadze, że jeśli ktoś dopiero rano
dojedzie samochodem w pobliże boiska sportowego
Wszewilek, wówczas silnie radzę mu aby samochód
zaparkował w okolicach młyna elektrycznego
Wszewilek, zaś do boiska podszedł na piechotę
(np. na ewentualny pokaz rybek spadających z nieba).
Odległość od mlyna do boiska wynosi tam jedynie
jakieś 100 metrów. Natomiast polna droga od młyna
do boiska jest zaniedbana przez władze i naprawdę
okropna.
#6.2.
Przybycie do Wszewilek pociągiem albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni
ze spaniem pod namiotami wokół centrum historycznego obszaru obozowiskowego
dla kupców i handlarzy koni (obecnie boiska sportowego Wszewilek), zwiedzanie
atrakcji Wszewilek i Milicza poprzez przejście piechotą szlaków opisanych w punkcie
#8 tej strony, oraz odjazd do domu autobusem z Milicza:
Motto: "W kupie zawsze raźniej. Jeśli więc zamierzasz nocować pod namiotem na boisku gdzie nocą może przybyć UFO, wówczas zabierz na ten Zlot tylu dobrych kumpli ilu tylko możesz. Spijcie też w conajmniej dwuosobowych namiotach."
Do zrealizowania niniejszej opcji zachęcani
są ludzie młodzi, którzy NIE dysponują własnym
samochodem, ale albo posiadają namioty i są
w stanie spędzić noc pod namiotem wokół obecnego
boiska sportowego Wszewilek, albo też są w stanie
przybyć do Wszewilek wcześnie rano i oglądnąc
wszelkie atrakcje owej wioski w przeciągu tylko
jednego dnia. W takim wypadku, zachęcani są
oni aby przyjechać do Milicza pociągiem np.
popołudniem w dniu 7/7/6 (w opcji zaś jednodniowej,
czyli bez noclegu pod namiotem - przyjechać tam rankiem w dniu 8/7/6),
przejść do Wszewilek szlakiem wędrownym opisanym
w punkcie #8.1 tej strony, na noc z piątku 7/7/6 na
sobotę 8/7/6, rozbić swój namiot na byłym obszarze
historycznym, na którym w dawnych czasach obozowali
kupcy i handlarze koni przybywający do Wszewilek na
ogromnie słynne jarmarki końskie, w sobotę 8/7/6
przejść po Wszewilkach i Miliczu szlakami opisanymi
w punktach #8.2 do #8.4 tej strony, a nastepnie wrócić
do domu autobusem już z dworca autobusowego Milicza.
W obecnych czasach ów historyczny obszar obozowiskowy
na którym mogą rozbić namioty na noc znany jest
pod nazwą "boiska piłkarskiego Wszewilek".
(Odnotuj jednak, że boiskiem piłkarskim stał się
on dopiero w latach 1950-tych. Przed ową datą
boisko piłkarskie Wszewilek zlokalizowane było
w całkowicie odmiennym obszarze tej wsi - po
szczegóły patrz 6 w punkcie #8.2 niniejszej strony.)
Stąd osoby dysponujące namiotami mogą rozbić
te namioty wokół pola gry owego dzisiejszego
boiska sportowego we Wszewilkach. Boisko to
będzie bowiem centrum zlotowym. Na nim
będą więc miały miejsce wszelkie imprezy
zlotowe (nie że jest ich zbyt wiele) - patrz punkt
#4 tej strony. Względem niego też wytyczone
zostały wszelkie szlaki wędrowne do zwiedzania
Wszewilek i ich okolicy - po szczegóły patrz
punkt #8 tej strony. Owo dzisiejsze boisko sportowe
jest zlokalizowane tuż przy torach kolejowych
wiodących z Milicza do Krotoszyna, a także
przy dawnej "drodze do starego młyna
wodnego na Baryczy" (po wojnie nazywanej
"drogą na tamę") opisywanej na stronie o wsi
Wszewilki.
Z tego co pamiętam, to kiedyś przy nim stał
jeden z owych hydrantów na zawór odtwierany
ręcznie - tak aby piłkarze mieli się gdzie umyć
po meczu. Jeśli hydrant ten ciągle działa,
obozujący na owym boisku będą mieli zapewnioną
wodę z wodociągów miejskich do picia i mycia.
(Jeśli zaś jest nieczynny, lub zlikwidowany,
wówczas będzie dobra okazja aby złożyć petycję
na ręce sołtysa (urzędowego) wsi Wszewilki,
aby z urzędu go naprawiono lub odrestaurowano
w obliczu zbliżającego się Zjazdu "Wszewilki-2007".)
W okolicach owego boiska jest też sporo "ziemi niczyjej"
pozarastanej krzakami, z naróżniejszymi dziurami
i wyrobiskami w ziemi po piasku zabranym w 1875 roku
na budowę pobliskiego nasypu kolejowego. Jeśli więc
zabraknie obszaru obozowego tuż przy polu boiska
sportowego, zawsze można rozbić namioty na owej
"ziemi niczyjej". Jakieś 100 metrów od owego boiska
jest także niewielki lasek prywatny (a właściwie to aż
kilka lasków), tak że ci za potrzebą będą mieli
gdzie poużyźniać porost lokalnych drzewek.
(Proszę jednak pamiętać o zobraniu ze sobą
na obozowisko maleńkiej łopatki ogrodowej i latarki,
aby przed przykucnięciem móc sobie wykopać mały
dołek w ziemi, w którym potem się zakopie
"pamiątki" jakie zostaną tam wygenerowane -
zgodnie z totaliztycznym mottem "czyń tylko
dobro, powiększaj tylko wiedzę, wywieź tylko
zjęcia, pozostaw tylko ślady swoich stóp".
Wszakże jeśli ktoś nie zakopie po sobie tego
co wygenerował, następni wchodzący do
tego lasku będą wysyłali "złą karmę"
dokładnie pod jego adresem - zaś z
powodu pozostawienia po sobie materialnego
śladu, jest absolutnie pewnym że karma
ta znajdzie swego adresata.)
Aby po przybyciu autobusem do Milicza dostać
się do owego boiska, wystarczy złapać autobus
do Wszewilek i poprosić kierowcę o wyrzucenie
"przy starym młynie elektrycznym na Wszewilkach"
albo "na torach kolejowych". Stamtąd do boiska
sportowego jest juz tylko jakieś ze 100 metrów.
Jeśli zaś ktoś przybędzie do Milicza koleją,
wówczas drogą okrężną (po szosie) do owego
boiska jest około 5 km - i na dodatek nie jeżdżą
wzdłuż większości z niej żadne autobusy.
Dlatego najłatwiej z dworca kolejowego dostać
się do owego boiska idąc pieszo ku północy w
przybliżeniu wzdłuż torów kolejowych - tory te
bowiem są rodzajem "nitki Ariadny" dla idącego,
uniemożliwiającej mu zabłądzenie. (Jednak
silnie odradzam przejście po samych torach
i to aż dla kilku powodów, np. ponieważ ten
krótki odcinek torów słynie z przedziwnie dużej
liczby wypadków śmiertelnych - po szczegóły
patrz strona
Wszewilki.
Dlatego raczej radzę iść równolegle do torów
np. po historycznym "bursztynowym szlaku"
opisanym w punkcie #8.1 tej strony.)
Boisko znajduje się wówczas po prawej stronie
torów kolejowych, w tym miejscu gdzie nasyp
kolejowy niemal zanika, zaś poziom torów staje
się równy poziomowi otaczającego je obszaru.
(Wszędzie wcześniej tory zlokalizowane są
na wysokim i z daleka widocznym nasypie
kolejowym.) Największy jednak problem
z owym przejściem wzdłuż torów jest taki,
że jeśli idzie się po wyżwirowanej ścieżce
rowerowej zawsze tam biegnącej po prawej
(wschodniej) stronie tuż przy torach, wówczas
zwykle dniami policja kolejowa lubuje się tam
w łapaniu ludzi którzy podążają ową ścieżką
i w karaniu tych ludzi mandatami
(szczególnie ulubionymi miejscami dla owej
policji dla zaczajania się na przechodniów, był
kiedyś most kolejowy na Baryczy, oraz położony
nieco wcześniej przed nim "most na młynówce".
Dlatego, jeśli komuś się spieszy, wóczas znacznie
lepszym wyjściem od wędrowania po owej ścieżce
żwirowej tuż przy torach i wzdłuż tych torów, jest
używanie polnej drogi która biegnie wzdłuż nasypu
u podstawy owego nasypu (idących ową drogą policjanci
kolejowi nie mają prawa okładać mandatami). Tyle że
droga ta jest pełna dziur i stąd nie nadaje się do przejścia
nocą - chyba że ktoś ją dobrze zna. Aż do mostu na Baryczy
droga ta biegnie pod nasypem po jego lewej stronie,
zaś za mostem na Baryczy biegnie ona pod nasypem
po jego prawej stronie. Kiedy zaś droga zanika, bowiem
tory przebiegają po moście, wówczas po prawej
i lewej stronie od mostu kolejowego, w niewielkiej
odległości od torów, jest najpierw mostek przez
Młynówkę i jej odnogę, potem zaś po prawej
stronie torów jest tama na Baryczy - po których
można przejść na drugą stronę wody bez obawy
zapłacenia mandatu. Idąc tą drogą z daleka też
widać, czy na danym moście kolejowym faktycznie
czają się policjanci kolejowi, bowiem przy mostach
biegnie ona po tej samej stronie torów po której
zwykle ukrywają się oni przed ludźmi.
Jeśli jednak komuś się nie spieszy i
idzie w świetle dziennym - tak że nie zachodzi
niebezpieczeństwo że zabłądzi, wówczas
raczej zalecałbym przejście do boiska Wszewilek
tzw. "bursztynowym szlakiem" opisanym z punkcie
#8.1 tej strony.
Ów "bursztynowy szlak" to odcinek bardzo starej,
bo liczącej już około 1000 lat, jakby polnej drogi
biegnącej równolegle do torów kolejowych po ich
prawej (wschodniej) stronie. Droga ta stanowi
atrakcyjny odcinek prastarego "bursztynowego
szlaku" znanego nam z lekcji historii. Można
nią łatwo przejść z milickiego dworca kolejowego
do boiska sportowego na Wszewilkach,
omijając z daleka możliwych policjantów
kolejowych łapiących przechodniów
przy torach. Początkowy odcinek owej drogi
jest tą samą drogą polną, którą około 1000
lat temu poruszały się wozy konne z Duchowa
do Wszewilek. Dalszy jej odcinek, to faktycznie
jedna z gałęzi historycznego "bursztynowego
szlaku" który kiedyś wiódł właśnie po tej drodze
przez wieś Wszewilki. Na jej odcinku niedaleko
od boiska sportowego, jako mały chłopiec
znajdowałem kiedyś bardzo stare monety - niestety,
później przechandlowywałem je za najróżniejsze
bezwartościowe rupiecie. Dzisiaj droga ta przebiega
przez wąską tamę na Baryczy - stąd nadaje się
tylko do ruchu pieszego lub na rowerach (tj. nie
jest ona już przejezdna na całej swej długości
dla zaprzęgów konnych ani dla samochodów,
chociaż jej początkowe fragmenty na obu jej
końcach są ciągle przejezdne - stąd nadają się
aby nimi podjechać samochodami niemal aż
do samej tamy na Baryczy). Ponadto jest ona
kręta, wąska, wyboista, pełna dołów i przebiega
wzdłuż starej wody, daje się więc po niej przejść
lub przejechać tylko przy dobrym świetle dziennym
(wędrowanie lub jazda nią nocą byłyby bardzo
niebezpieczne, szczególnie jeśli ktoś jej nie zna).
Opisuję ją tutaj w punkcie #8.1 tej strony.
Jej zaletą jest, że podążając nią we dnie, po
drodze mija się wiele szczególnych i interesujących
miejsc historycznych Wszewilek, opisanych na stronie
Wszewilki
(np. przechodzi się nią niedaleko od byłego
młyna wodnego na Baryczy, a także koło
czakramu energetycznego Milicza,
wyrzucającego bardzo silny podmuch
wzmacniającej i uspokajającej energii "chi").
Po przybyciu na historyczny obszar obozowiskowy,
który obecnie jest boiskiem we Wszewilkach, swoje
namioty proszę rozbijać nie na samym polu
piłkarskim owego boiska, a na obrzeżu boiska
wokół owego pola gry. Powody ku temu są aż
dwa. Pierwszy to że samo boisko ma bardzo
"wrażliwą trawę" o którą "ogromnie dbają" miejscowi
piłkarze z drużyny "Wszewilkowskich Wilków".
Nikt zaś z przybyszy zapewne nie chce wzbudzać
gniewu owej bojowej drużyny poprzez koczowanie
na ich delikatnej trawie. Drugim zaś powodem
jest, że na godzinę 7 raną w sobotę dnia 8 lipca
2006 roku, zamówiłem u UFOnautów próbny
deszcz żywych ryb. W ramach tego deszczu
na środek owego boiska ma być zrzucony
duży żywy rekin albo mniejszych rozmiarów
żywy wieloryb - po szczegóły patrz P.S. do
wpisu nr #64 z bloga totalizmu (adres w punkcie
#12 poniżej). Ci więc, którzy odważą się zaobozować
w obrębie samego boiska, mogą rano się
zbudzić pod owym rekinem czy wielorybem -
nie chciałbym wówczas być w ich skórze.
Z uwagi na owe "atrakcje" jakie UFOnauci
po północy mogą jednak zafundować przybyłym
do owego boiska, dobrze jest rozbijać namioty
w pobliżu swoich kumpli, a także trzymać
latarkę i aparat fotograficzny pod ręką. Nie
radzę też rozbić swego namiotu daleko od
innych namiotów, szczególnie jeśli ktoś śpi
w nim samotnie.
Tak nawiasem mówiąc, to radzę przywieźć
ze sobą na Zlot stojadła, turystyczną kuchenkę
do gotowania (z paliwem), produkty do przygotowania
sobie śniadania, a także chleb lub kanapki -
wszystko to będzie bowiem nie do zdobycia
po przybyciu na owo boisko. Jeśli też ów rekin
lub wieloryb faktycznie pojawi się na boisku,
wówczas upoważniam i nawet zalecam
zgromadzonym, aby wkrótce po jego upadku
i po dokładnym jego obfotografowaniu,
zwyczajnie usmażyli go sobie na śniadanie -
zanim jacyś przedstawiciele związku
ochrony wielorybów lub dobroci dla
rekinów zdążą zjawić się i zabronić im
spróbowania tego poczęstunku - który
notabene zostanie dostarczony specjalnie
dla podniebienia wszystkich zgromadzonych
w owym miejscu. (Między nami mówiąc,
to duża "ryba" po upadku na ziemię setki
kilometrów od morza nie będzie miała
najmniejszej szansy na przeżycie - np.
wieloryby bez wody zawsze szybko zaduszają
się pod swoim własnym ciężarem. Jeśli więc
się jej natychmiast nie zje, wówczas jej życie
zostanie zmarnowane zupełnie bez
pożytku.) Ja niniejszym udzielam im
mojego osobistego pozwolenia na zwyczajne
zjedzenie owej "spadłej z nieba ryby" - proszę
mi potem napisać jak smakowała. Wszakże
na Wszewilkach nie jest łatwo o nabycie rybnego
śniadania. Ponadto dobrze potem mieć pamięć,
że faktycznie spróbowało się jak smakuje taka
"rybka spadła z nieba". Po przygotowaniu sobie
śniadania proszę jednak pamiętać, aby wszelkie
po nim pozostałości, a także śmiecie, starannie
zakopać w dołku głębokim na co najmniej 20
cm, który sobie wykopiemy przywiezioną w tym
celu na obozowisko maleńką łopatką ogrodową.
Wszakże po zakończeniu naszego obozowania
teren ma wyglądać tak jakby tam nigdy nas nie
było (tj. "czyń tylko dobro, powiększaj tylko wiedzę,
wywieź tylko zjęcia, pozostaw tylko ślady swoich
stóp"). Tak między nami mówiąc, to powinienem
się tutaj przyznać, że od czasu kiedy straciłem
pracę, często jadam tzw. "fish and chips". Fama
zaś głosi, że w ramach tej potrawy, w Nowej Zelandii
zwykle dostaje się właśnie kawałek upieczonego
rekina. Ci więc którzy będą obecni na boisku,
zaś faktycznie żywe ryby wówczas spadną z
nieba, będą mogli spróbować jak smakują
moje nowozelandzkie posiłki. Powinienem
tutaj też dodać, że moją najbardziej ulubioną
zupą jest właśnie "shark-fin soup" czyli "zupa
z płetwy rekina".
#6.3.
Przybycie do Milicza i potem Wszewilek autobusem albo tylko na jeden dzień, albo też na
dwa dni z noclegiem w którymś z hoteli lub ośrodków wyszczególnionych w punkcie #6.1
powyżej, zwiedzanie atrakcji najpierw Milicza a potem Wszewilek poprzez przejście piechotą
szlaków opisanych w punktach #8.4, #8.3, #8.2, oraz #8.1 tej strony, oraz odjazd do domu
pociągiem ze stacji kolejowej Milicza lub autobusem z dworca autobusowego Milicza:
Opcja ta jest zalecana, jeśli nie dysponuje
się samochotem a stąd korzystało się będzie
z transportu publicznego, zaś z rozeznania
rozkładów jazdy lub czasów przyjazdu
wynika, że koniecznym będzie zanocowanie
gdzieś co najmniej przez jedną noc - nie
chce się jednak, lub nie może, nocować pod namiotem.
W takim przypadku rekomenduję przyjechać
autobusem do Milicza, zameldować się w
jednym z milickich hoteli lub ośrodków
wyszczególnionych powyżej w punkcie #6.1, zwiedzić
sobie szlak z punktu #8.4 tej strony, przenocować
do nastepnego dnia w Miliczu w jednym z miejsc
wyszczegółnionych w owym punkcie #6.1 powyżej,
zaś następnego dnia przejść i zwiedzić szlaki #8.3,
#8.2, oraz #8.1, poczym albo powrócić do Milicza
na jeszcze jeden nocleg zanim powróci się do domu,
albo też wrócić do domu pociągiem z milickiej
stacji kolejowej.
* * *
Proszę odnotować, że którąkolwiek z opcji
zwiedzania Wszewilek się wybierze, opcję
tą trzeba sobie z góry zaplanować przygotować.
Przykładowo, należy z góry sprawdzić rozkłady
odjazdów i przyjazdów pociągów i autobusów
które ma się zamiar użyć, albo z góry zarezerwować
sobie noclegi w hotelu czy ośrodku w którym
ma się zamiar zatrzymać, itd., itp.
Wszakże od tego jak dobrze ktoś się przygotuje
do tej wyprawy i zwiedzania, zależało potem będzie
jak przyjemnie spędzi czas podczas jej trwania,
oraz jak dobre wspomnienia z niej później wyniesie.
#7. Co we Wszewilkach jest warte zwiedzania i oglądnięcia:
Motto: "Przyszłość i przeszłość są symetryczne względem teraźniejszości."
Czytelnik zapewne zadaje sobie pytanie
"dlaczego mam przyjeżdżać do Wszewilek
w dniu Zlotu, czyli 8 lipca 2006 roku, kiedy
ową wioskę mogę też zwiedzić w dowolnym
innym terminie". Odpowiedź na to pytanie brzmi,
że jest aż wiele ku temu powodów. Przykładowo,
jeśli nie zaplanuje się czegoś na konkretną datę,
wówczas jest wysokie prawdopodobnieństwo
że wogóle tego się nie zrealizuje. Jeśli więc nie
zdecydujemy się przyjechać na zwiedzanie Wszewilek
właśnie w dniu 8 lipca 2006 roku, wówczas
najprawdopodobniej nigdy nie zwiedzimy owej
wioski. W dniu 8 lipca 2006 roku warto również
przybyć do Wszewilek ze względów pamiątkowych.
Wszakże zgodnie z programem opisanym w punkcie
#4 tej strony, w godzinach 9 do 15 przedstawiciele
KO Zjazdu i Zlotu mają na boisku Wszewilek
sprzedawać lub rozdawać tzw. "trophy" z owego
Zlotu. Ponadto, w dniu owym będzie również
we Wszewilkach wielu ludzi wykonujących
pamiątkowe fotografie. (Ja wszakże zachęcam
wszystkich uczestników, aby wykonywali zdjęcia każdego
interesującego momentu owego Zlotu, potem
zaś przysyłali mi co ciekawsze z tych zdjęć do
wystawienia na niniejszej stronie internetowej.)
Czyż zaś nie przyjemnie będzie po Zlocie zobaczyć
siebie w internecie jak się stoi w naturalnej pozie na
historycznym miejscu, albo jak duma się nad jakimś ważnym
aspektem historii? Innym istotnym powodem przybycia
właśnie w owym dniu, jest ponieważ mieszkańcy Wszewilek
naszego przybycia w dniu Zlotu będą się spodziewali.
Wszakże informacja o owym Zjeździe będzie wówczas
już w internecie przez kilka miesięcy, zaś Wszewilczanie
nie gęsi też do internetu czasami zaglądają.
Spodziewając zaś się "najazdu" ciekawskich z
dalekiego świata, nie będą ani wcale zdziwieni,
ani też podejrzliwi, jeśli jacyś obcy ludzie nagle zaczną
interesować się architekturą ich budynku, zaglądać
do ich obejścia, rozbijać namioty na ich boisku
sportowym, czy łazić po ich polach, łąkach i laskach.
Chociaż więc w innych dniach roku prawdopodobnie
wzięliby widły i pogonili takiego kogoś gdzie
pieprz rośnie, w samym dniu Zlotu zapewne
chętnie wyjdą przed bramę swojego domostwa,
pogawędzą z przybyszami, opowiedzą im o
historii swego domu czy historii co ciekawszego
miejsca Wszewilek, pokażą obejście, poczęstują
szklanką wody, a nawet - jeśli zajdzie potrzeba,
to podwiozą traktorem do co bardziej interesującego
miejsca. Jeszcze innym
powodem do wybrania właśnie tej daty na przyjazd do
Wszewilek, jest że z punktu widzenia numerologii data
ta jest dosyć szczególnym dniem. (Takie numerologicznie
szczególne daty po angielsku nazywają się "auspicious".
Daty wszystkich Zlotów i Zjazdów we Wszewilkach,
tj. soboty w dniach 8/7/6, 7/7/7, 9/8/8, oraz 8/8/9, zostały
specjalnie tak dobrane aby reprezentować sobą
właśnie takie numerologicznie "auspicious" dni.)
Istnieje więc jakieś tam prawdopodobieństwo że w dniu
tym wydarzy się coś na tyle niezwykłego we Wszewilkach,
iż możemy potem żałować że nie ujrzeliśmy tego na
nasze własne oczy.
Jeszcze inne pytanie, nad którym ktoś być może się
zastanawia, to że "Wszewilki są przecież wioską
jak każda inna, cóż więc takiego unikalnego miałyby
one mi do zaoferowania i pokazania, czego dotychczas
bym nie widział w żadnej innej wiosce Polski".
Jak jednak się okazuje faktycznie Wszewilki mają
wiele do pokazania co jest unikalne tylko dla nich
i czego nie da się zobaczyć w żadnej innej wiosce
Polski. Poniżej wyszczególnię najważniejsze z rzeczy
wartych tam oglądnięcia. Oto one:
#7.1.
Porównanie przeszłości z teraźniejszością
w celu nabycia umiejętności wnioskowania
o przyszłości:
Wszyscy wiemy, że nasza teraźniejszość
jest rezultatem przeszłości poddanej ewolucji
i działania czasu. Z tego powodu niemal
każdego człowieka który widzi obecny wygląd
czegokolwiek, interesuje jak to coś wyglądało
wiele lat temu. Przykładowo, widząc jakiegoś
aktora czy bohatera filmowego w dniu dzisiejszym,
często zadajemy sobie pytania jak on wyglądał
w czasach młodości. Jeśli bowiem opanuje
się umiejętność symulowania w naszym umyśle
zmian z przeszłości do teraźniejszości, wówczas
ma się też możliwość przewidywania przyszłości.
Wszakże aby zobaczyć co już wkrótce nastąpi,
wystarczy to co widzimy wokół siebie dzisiaj
poddać takiemu samemu procesowi jaki znamy
że zamienił on przeszłość w dzień dzisiejszy.
Przykładowo, wiedząc jak jakiś aktor zmienił
wygląd z młodego na stary, jesteśmy też w
stanie przewidzieć jak my sami, lub jak ktoś
z naszych bliskich, zmieni swój wygląd po
upływie określonego czasu.
Problem jednak z poznaniem procesu "od
przeszłości do teraźniejszości" jest, że ogromnie
mało miejscowości na naszej planecie ma go
udokumentowanym dla siebie. Większość więc
miejsc możemy zobaczyć jak one wyglądają
dzisiaj, jednak nie wiemy dla nich, jak one
wyglądały np. 50 czy 100 lat temu. Tymczasem
Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce, dla
której ów proces został w internecie udokumentowany
praktycznie dla przedziału ostatniego 1000 lat.
Dlatego warto przyglądnąć się na miejscu,
czyli we Wszewilkach, jak ten proces zmian
wyglądał i do jakiego dzisiejszego wyniku on
doprowadził. Z kolei po tym jak poznamy ten
proces dla Wszewilek, będziemy mogli go
odnieść do dowolnej wsi lub miejscowości która
będzie nam znana.
#7.2.
Ilustracja procesu niszczenia ludzkiej przeszłości
i prawdziwej historii, jaki na wielką skalę skrycie
prowadzony jest na Ziemi:
Wszewilki są niemal jedynym miejscem na świecie,
gdzie mroczne siły które skrycie okupują naszą
planetę, tj. dzisiejsi UFOnauci dawniej zwani "diabłami",
zostały przyłapane na systematycznym i celowym
niszczeniu obiektów które są nośnikiem historii
ludzkości. Dlatego prowadzony przez nich proces
systematycznego niszczenia wiedzy o historii naszej
planety jest na Wszewilkach dokładnie zilustrowany
oraz opisany. Ponieważ proces taki zachodzi na
wielką skalę praktycznie w każdym miejscu na Ziemi,
warto mu się przyglądnąć we Wszewilkach aby potem
go rozpoznać jak jest kontynuowany w dowolnym
innym interesującym nas miejscu naszej planety.
#7.3.
Zilustrowanie spiralnej ewolucji architektury budownictwa wiejskiego:
Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce,
dla której ewolucja architektury jej domostw
od pierwszej aż do nadchodzącej szóstej
ich generacji została udokumentowana w
internecie. Dlatego warto przyglądnąć się tej
ewolucji we Wszewilkach, aby potem móc
ją odnosić do dowolnej innej wsi lub
miejscowości która nas interesuje.
Za mojego życia we Wszewilkach można tam
było zobaczyć wiejskie budynki mieszkalne przynależące
do generacji od 2-giej do 5-tej, oraz kilka pozostałości
po ich 1-wszej generacji. Przykłady aż kilku z
owych generacji mieszkalnych zabudowań wiejskich
przetrwały tam też do dzisiaj. Są one wskazywane
podczas wędrówki po szlakach opisywanych w punkcie
#8 tej strony. Budynki 1-wszej generacji, czyli
najstarszej z istniejących, nie przetrwały do moich czasów.
Pamiętam jednak ich ślady i pozostałości. Były to
ziemianki, z podłogą mieszkalną częściowo wkopaną
pod powierzchnię gruntu (im były one starsze, tym
głębiej pod ziemią zakopana była ich podłoga) lub
uklepaną bezpośrednio na powierzchni ziemi.
Ponieważ były one tanie oraz łatwe do zbudowania
i utrzymywania, zwykle zamieszkiwała je tylko jedna osoba,
tylko jedna para małżeńska, lub tylko jedna rodzina z
małymi dziećmi (kiedy bowiem dzieci dorastały, wówczas
budowały sobie własne ziemianki). Właściciele ziemi
w okolicach Wszewilek zaprzestali budowania ziemianek
już około lat 1600-nych. Jednak samotni bezrolni parobcy,
budowali i zamieszkiwali ich nieco udoskonalone wersje
(z klepiskiem umiejscowionym już na powierzchni ziemi)
aż do późnych lat 1800-tnych. Budynki 2-giej generacji,
które już w czasach mojej młodości liczyły ponad 300 lat,
były budowane z gliny i drzewa zaś ich dachy kryte były
sitowiem. Ich podłoga wprawdzie również uklepywana
była bezpośrednio na ziemi, jednak pomiędzy glebę
a ich klepisko wstawiano już warstwę materiału izolującego
termicznie. Budowane więc one były w oryginalnym "stylu
architektonicznym Wszewilek" (styl ten opisałem dokładniej
w punkcie #7 strony internetowej o Wszewilkach,
zaś jego doskonałą ilustracją jest architektura kościoła
Św. Andrzeja Boboli
w Miliczu której zdjęcie można zobaczyć na stronach o
tym kościele lub o Wszewilkach). Zarówno budowa
domów 2-giej generacji, jak i późniejsze ich utrzymywanie
w stanie zamieszkiwalnym były dosyć pracochłonne.
Dlatego wymagały one nieustannej opieki ludzi młodych
i sprawnych fizycznie. Z tego powodu zawsze były one
bardzo długie, zaś zamieszkiwało je aż kilka wzajemnie
spokrewnionych rodzin i generacji (np. rodzina dziadków,
rodzina rodziców, oraz rodziny ich dzieci). Ostatni z
owych budynków mieszkalnych tamtej drugiej generacji,
notabene stojący kiedyś zaledwie około 50 metrów
od omawianego tutaj budynku Zagórskich - tyle że po
przeciwnej stronie owej oryginalnej (polnej) drogi, a zamieszkany
przez babcię Sołtysową, rozebrany był jeszcze w latach
1960-tych. Budynki kolejnej, 3-ciej generacji, były kategorią
przejściową. Stanowiły one pierwsze budynki wznoszone
we Wszewilkach z trwałej cegły i z ceramicznych dachówek.
Chociaż jednak używały one już nowego (tj. trwałego i nie
wymagającego nieustannych napraw) materiału budowlanego,
czyli drogiej cegły i dachówki, cała ich architektura, funkcjonalność,
oraz kultura zamieszkiwania nadal kopiowała budynki
2-giej generacji. Dlatego ciągle miały one sufity nisko
nad podłogą. Ich okna były małe. Ich klepiska ciągle leżały
bezpośrednio na Ziemi, chociaż oddzielane już były od
gleby warstwą materiału izolującego termicznie. Posiadały
aż po kilka dzwi wejściowych wiodących do tego samego
budynku - ponieważ ciągle zamieszkiwały je 2 lub
nawet 3 generacje spokrewnionych rodzin, np.
dziadkowie, rodzina rodziców i rodzina dzieci.
Z kolei ich dachy były bardzo strome, a stąd strychy nietypowo
ogromne. (Wielkość owych strychów wyznaczana była
bowiem kątem spadu dachu, który z kolei definiowany
był rozkładem sił od śniegu zalegającego dach zimą
oraz wytrzymałością dawnej drewnianej konstrukcji budynku.)
W czasach mojej młodości liczyły one już około 200 lat
- pamiętały więc ciągle czasy jeszcze sprzed budowy kolei.
Obecnie ich wiek pomału zbliża się do 300 lat. Ja osobiście
rozciągnąłbym nad nimi ochronę prawną, w przeciwnym
przypadku już wkróce wszystkie z nich poznikają.
Do dzisiaj przetrwało ich być może tylko ze 3 w całych
byłych Wszewilkach. Budynki 4-tej generacji też były z cegły.
Miały one już normalną, dzisiejszą wysokość sufitów nad
podłogą, oraz klasyczną formę pudła z mniej spadzistym
dachem (wszakże ich konstrukcja była już wytrzymalsza).
Ich podłoga wyniesiona już była nad powierzchnię gleby
i zawieszona na jakiejś strukturze nośnej. Pod podłogą
niemal jako reguła wykonywana już była podziemna
piwnica o charakterze ziemianki, przeznaczana na
obszar magazynowy. Stanowią one większość obecnej
zabudowy Wszewilek. Niemal zawsze ich wnętrze składa
się z dwóch odrębnych mieszkań, ponieważ zwykle
z rodziną właściciela domu zamieszkiwali w nich także
rodzice właściciela (tj. jego ojciec i matka). Wszystkie
one były budowane już po czasach budowy kolei
żelaznej (czyli już po 1875 roku). W końcu budynki
obecnej, 5-tej generacji, to typowe brzydkie i nudne kostki
sześcienne potynkowane od zewnątrz. Budowane są one
zwykle z betonu lub pustaków, stąd wymagają otynkowania.
Zwykle wogóle nie mają one strychu, zaś ich dach
jest jednocześnie sufitem ich najwyższego piętra.
Częściowo lub całkowicie pod ziemią mają one już
"basement" a nie piwnice, czyli wyspecjalizowane
pomieszczenia identyczne do mieszkalnych, tyle
że zagłębione pod ziemię i używane jako garaże,
warsztaty, składy paliwa, pomieszczenia dla
generatorów i pieców centralnego ogrzewania, itp.
Niemal zawsze zamieszkuje je tylko jedna rodzina
ich właścicieli. Stąd ich pomieszczenia zaczynają
dzielić się (i specjalizować) zależnie od wypełnianej funkcji
na kuchnie, jadalnie, salony, sypialnie (zwykle odrębne
dla każdego członka rodziny), pralnie, gabinety, biblioteki,
itp. Wszewilki obecnie mają ich już sporo, zaś ich liczba
wzrasta. Wiem, że poza Polską wykształtowała się już
kolejna, 6-ta generacja wiejskich budynków mieszkalnych.
Interesujące, że coraz częściej zamieszkiwana jest ona
przez pojedynczych ludzi żyjących w nich samotnie - podobnie
jak było to z domami 1-szej generacji (domostwa ludzkie jakby
powróciły więc do swego punktu startowego). Pomału przyjmuje
się ona i w Polsce, tyle że nie doszła jeszcze do Wszewilek.
Jej budynki to małe i zupełnie niezależne od reszty świata
"pałacyki" o dużej i wysoce wyspecjalizowanej przestrzeni
mieszkalnej, o doskonałym zabezpieczeniu przed nieproszonymi
intruzami (faktycznie są to niemal "niezdobyte" twierdze z
alarmami, kamerami telewizyjnymi, zdalnie zatrzaskiwanymi
drzwiami, pancernymi szybami, ukrytymi przejściami,
własnymi schronami przeciw-atomowymi, itp.), o doskonałym
połączeniu z resztą świata (szybki internet, telekonferecja,
optyczne telefony, itp.), o zdolności do "samowystarczalności"
(tj. do zupełnie niezakłóconego funkcjonowania w przypadku
odcięcia ich od dostaw prądu, gazu, wody, paliwa, żywności,
itp.), oraz o ogromnie ozdobnych i skomplikowanych formach
zewnętrznych i wewnętrznych. Faktycznie, jeśli dobrze się
zastanowić, to domostwa owej 6-tej generacji w rzeczywistości
noszą wszelkie cechy statków kosmicznych, tyle że ciągle
nie są one w stanie ulecieć w przestrzeń. Czyli są one jakby
odpowiednikami ziemianek 1-wszej generacji w stosunku do
dzisiejszych domostw. Nietrudno więc przewidzieć, że
następną po nich, 7-mą generacją wiejskich domów
mieszkalnych będą "latające domy" zbudowane w formie
statku kosmicznego nazywanego
magnokraftem.
Owa siódma generacja domów zacznie być budowana
natychmiast po tym jak ludzkość opanuje budowę
urządzeń zwanych
komorami oscylacyjnymi
będących napędami dla magnokraftów. Podobnie też jak
domostwa drugiej generacji, początkowo domy 7-mej generacji
będą drogie, zaś latanie nimi i ich obsługa będą wymagały
umiejętności młodych ludzi. Dlatego w pierwszej fazie ich
istnienia ponownie zapewne zamieszkiwały w nich będą
całe grupy spokrewnionych rodzin, a więc dziadkowie,
rodzice, oraz rodziny ich dzieci. Sytuacja ta zmieni się
jednak kiedy magnokrafty potanieją bowiem opracowana
zostanie ich wersja telekinetyczna (tj. samonapełniająca
się energią), a stąd powstanie także i kolejna już, bo
8-ma generacja "latających domów". Staną
się one przyszłościowymi odpowiednikami domostw
wiejskich 3-ciej generacji. Itd., itp. - w kółko Macieju.
Rozwój domostw będzie więc zataczał coraz wyżej
wznoszące się spirale, podobnie jak tzw. "Prawo
Cykliczności" omawiane w rozdziale B z tomu 2
monografii
[1/4]
definiuje spiralny postęp w rozwoju ludzkich napędów.
(Owo "Prawo Cykliczności" jest to rodzaj jakby "Tablicy
Mendelejewa", tyle że zamiast dla pierwiastków
chemicznych jego działanie rozciąga się dla urządzeń
technicznych budowanych przez ludzi. Dlatego
wyjaśnione powyżej powtarzalne cykle jakie daje
się odnotować w rozwoju domostw wiejskich, faktycznie
wynikają z działania owego "Prawa Cykliczności".)
#7.4.
Poznanie historii i niezwykłości Wszewilek:
Niewiele istnieje obecnie wsi w Polsce, których
historia byłaby tak interesująca jak historia
Wszewilek, a jednocześnie znana dla aż
tak długiego przedziału czasu około 1000 lat.
Dlatego warto poznać historię Wszewilek,
oglądając na miejscu obiekty które historię
tą ilustrują.
#8. Nieoficjalne "szlaki wędrowne" wsi Wszewilki, wzdłuż których można dokonywać zwiedzania tej niezwykłej wsi i jej okolic:
Oczywiście, nikt na Wszewilkach ani w ich
okolicach nie zadbał aby pooznaczać
jakiekolwiek szlaki wędrowne które
dopomogłyby w zwiedzaniu tej miejscowości
i w poznaniu jej niezwykłej historii. Dlatego ja
wytyczyłem własne takie nieoficjalne szlaki,
poczym opisałem je na odrębnej stronie
internetowej o nazwie
Wszewilki-Milicz,
a także opisałem w niniejszym punkcie tej
strony. Ponieważ faktycznie szlaki te nie
są przez nikogo pooznakowywane,
podczas ich opisów będę wyjaśniał jak je
samemu należy sobie wytyczać podczas
ich przechodzenia. Ponieważ w moich
wyjaśnieniach posługiwał się będę kierunkami
geograficznymi, wędrującym po tych nieoficjalnych
szlakach znacznie ułatwiłoby znajdowanie
właściwej drogi gdyby nosili oni ze sobą mały
kompas (plus, oczywiście, wydruk z niniejszej
strony internetowej, a także ze strony związanej
tematycznie z danym szlakiem, np, strony
Wszewilki,
lub strony
Milicz).
Kompas wskazywałby im lepiej drogę podczas
ich wędrówki i zwiedzania historycznych miejsc
Wszewilek (i okolic tej wioski) na bazie
podanych poniżej informacji. Z kolei wydruk
z niniejszej strony pozwalałby im utrzymać się
na danym szlaku, oraz zwracać uwagę na co
bardziej interesujące aspekty tego co po
drodze mijają.
#8.1.
Nieoficjalny "szlak bursztynowy" wiodący ze
stacji kolejowej w Miliczu do obecnego
boiska sportowego Wszewilek (a dawnego
obszaru obozowiskowego):
Ów szlak jest jedynie długi na około 1.5 km.
Wolnym krokiem można go więc przejść
w przeciągu około 1.5 godziny. Przejście nim
i oglądnięcie sobie jego ciekawostek i
historycznie interesujących miejsc jest więc
wprost idealnym rozwiązaniem kiedy ktoś
zamierza przybyć do Wszewilek pociągiem
w czasie dnia. (Lub zamierza odjechać z
Wszewilek dniem również pociągiem -
wówczas też powinien przejść ten sam szlak,
tyle że "tyłem do przodu", czyli zaczynając
od końcowego z podanych poniżej opisów
a kończąc na pierwszym z tych opisów.)
Niektóre fragmenty owego szlaku daje się
także zwiedzać z samochodu. Przykładowo,
od dworca kolejowego w Miliczu (a także
od milickich łazienek) do niedawna dawało
się samochodem dojechać aż do lewego brzegu
tamy na Baryczy - patrz 6 poniżej. Z kolei od
Wszewilek daje się nim dojechać aż do brzegu
najnowszego stawu rybnego przy Wszewilkach
(tj. do jakiś 300 metrów od tamy na Baryczy
- patrz 7 poniżej). Ponieważ jednak szlak ten
wiedzie po wertepach, trzeba go pokonywać
przy dobrej widoczności. Jego przebieg
pokrywa się z grubsza początkowo
z przebiegiem niemal 1000-letniej
drogi z Duchowa do Wszewilek, potem
zaś z równie starym odcinkiem gałęzi
historycznego "Bursztynowego Szlaku" -
czyli prastarej drogi wiodącej najpierw
z Milicza do Wszewilek przez most przy
starym młynie wodnym Wszewilek, potem
zaś wiodącej przez Pomorsko do Gniezna
i dalej do Gdańska. Pomocnym przy
wędrówce opisywanym tutaj szlakiem
byłby wydruk strony internetowej
Wszewilki.
Oto poszczególne odcinki owego szlaku:
1.
Śpichlerze Milicza. Wszyscy ci którzy
przybywają do Milicza koleją, zwykle klną na
położenie milickiej stacji kolejowej. Jest ona
bowiem oddalona o około 2 km od centrum
miasta. Ponadto nie posiada żadnej komunikacji
miejskiej z owym centrum. Bardzo jednak mało
ludzi wie, że takie położenie milickiego dworca
kolejowego zostało uwarunkowane historycznie.
Na niewielkim bowiem wzgórzu na którym obecnie
mieści się milicki dworzec kolejowy, już jakieś
1000 lat temu mieściły się stare śpichlerze
Milicza. Potem w miarę upływu czasu, śpichlerze
te obrosły w cały szereg innych składów, tartaków
i warsztatów, tworząc niejako "przemysłową dzielnicę
Milicza". Dlatego kiedy w 1875 roku budowano
kolej przez Milicz, jej dworzec zaplanowano właśnie
w miejscu owych odwiecznych śpichlerzy. Oficjalną
wymówką było, że takie jego położenie przybliży
kolej do miejscowych wytwórni - czyli tam gdzie
jej najbardziej potrzebowano. Nieoficjalnym zaś
powodem było, aby zniszczyć owe prastare
śpichlerze oraz wszelkie ślady ich istnienia.
Podczas też budowy milickiego dworca kolejowego,
śpichlerze te dokumentenie wyburzono. Teraz
nie pozostało po nich nawet śladu. Kiedy jednak
wyjdzie się z budynku dworca w Miliczu (pamiętając
aby wcześniej odpisać sobie z rozkładu jazdy
widocznego na ścianie owego dworca godziny
odjazdów pociągów powrotnych do naszego domu),
wchodzi się na rodzaj jakby dziedzińca. Jest to
właśnie dziedziniec wokół którego od kilkuset
lat stały owe milickie śpichlerze. Najważniejszy z
nich stał po prawej (północnej) stronie owego
dziedzińca - patrząc od wyjścia z dworca. Z
tyłu za nim istniała duża przystań dla małych
milickich barek, którymi ziarno dowożone było
do niego, a potem odwożone do młyna wodnego
na Baryczy, za pomocą żeglownej kiedyś
odnogi Młynówki - która to odnoga w dawnych
czasach docierała aż do owych śpichlerzy.
2.
Przystań dla barek pod starym milickim śpichlerzem.
Jeszcze do niedawna, z północnej strony wzgórza
z dzisiejszym milickim dworcem kolejowym oraz
wybrukowanym dziedzińcem owego dworca (dawniej
zaś wzgórza na którym znajdowały się śpichlerze
Milicza), znajdował się spory jakby staw. Kiedyś do stawu
owego wiodła żeglowna odnoga Młynówki. (Odnogę
tą w kilku odcinkach zasypano później nasypem kolejowym
podczas budowy obecnej linii kolejowej. Niemniej ciągle
do dzisiaj w wielu miejscach widoczne są jej fragmenty.
Ponadto drugi most w nasypie kolejowym licząc od stacji
kolejowej Milicza, czyli jeden most kolejowy przed mostem
nad samą Młynówką, oryginalnie był właśnie mostem przez
ową żeglowną odnogę Młynówki.) Odnogą tą barki ze
zbożem docierały aż do głównego śpichlerza Milicza.
Obecnie miejsce gdzie pod byłym głównym
śpichlerzem Milicza mieściła się końcowa przystań
dla barek, można zobaczyć wychodząc ze stacji
kolejowej Milicza i początkowo idąc drogą do Milicza
w dół ku zachodowi, a po jakichś 50 metrach skręcając
na pierwszym skrzyżowaniu w pierwszą (prawą) szosę
wiodącą ku wschodowi. Owa szosa, zanim wejdzie
pod most pod torami kolejowymi, przechodzi właśnie
naprzeciwko owej historycznej przystani dla barek spod
prastarych milickich śpichlerzy. Resztki tej przystani
widać po południowej stronie jakby stawu, który
kiedyś okrążała owa droga.
3.
Odcinek prastarej drogi z Duchowa do Wszewilek,
oraz żeglowna odnoga Młynówki wzdłuż której
droga ta kiedyś przebiegała. Aby wejść na
ową starodawną drogę, niemal natychmiast
po odejściu od budynku dworca w Miliczu i po
pomaszerowaniu w kierunku zachodnim ową szosą
wokół dawnej przystani dla barek (tj. drogą która łukiem
zakręca od budynku dworca najpierw ku zachodowi,
potem ku północy, a w końcu ku wschodowi),
przejść trzeba pod mostem w nasypie torów
kolejowych tuż przed dworcem. Po przejściu
pod tym mostem czytelnik znajdzie się po
wschodniej stronie torów (budynek dworca i
wyjście z niego znajduje się po zachodniej stronie
owych torów). Odnotuj, że niniejszy opis jest długi,
jednak faktyczne odległości są tam niewielkie - np.
odległości od dworca do owego mostu pod torami,
drogą okrężną wokół dawnej przystani barek, wynosi
zeledwie jakieś 150 metrów. Dalej jakieś 200 metrów
od owego mostu pod nasypem kolejowym, a także
jakieś 200 metrów w linii prostej od budynku
dworca w Miliczu), od owej głównej drogi
przebiegającej tam w kierunku na wschód przez
wieś Sławoszewice, odbiegało będzie w lewo drugie
z kolei odgałęzienie, a raczej druga mała uliczka
boczna Sławoszewic. Jest ono skierowane ku
północy (tj. skierowane niemal równolegle do
torów kolejowych). Można je łatwo rozpoznać,
bowiem na samym początku ma ono jakby
zawijas (tj. nie zaczyna się prosto). Odgałęzienie
to jest drugą uliczką boczną odbiegająco w lewo
od owej drogi głównej przez Sławoszewice
(poprzedzająca je, pierwsza uliczka boczna,
jest tylko krótką ślepą uliczką kończącą się
tuż przy nasypie kolejowym). Ta druga uliczka
(odgałęzienie) w lewo jest właśnie fragmentem
(a dla nas początkiem) owej starodawnej drogi
z Duchowa do Wszewilek. Trzeba w nią skręcić,
poczym nią podążąć (z małymi zygzakami)
przez jakieś 500 metrów, aż się nią przejdzie
przez mostek na drugą stronę (północną)
"Młynówki". Zdążając tą drogą do mostu na
Młynówce warto się uważnie rozglądać dookoła.
Wszakże po jej lewej (zachodniej) stronie
owej drogi, co jakiś czas da się zobaczyć
fragmenty byłego kanału żeglownego dla barek,
który łączył przystań pod śpichlerzami Milicza
(opisaną powyżej w 2) z Młynówką, a dalej z
Miliczem i z prastarym młynem wodnym na Baryczy.
W dawnych czasach po kanale tym flisacy spławiali
zboże do i ze śpichlerzy Milicza, w małych
jednosobowych barkach z płaskim dnem
opisanych poniżej.
4.
Młynówka, czyli najstarsza milicka arteria transportowa,
oraz jej unikalne barki flisackie.
Nazwa "Młynówka" przyporządkowana jest w Miliczu
do sztucznego koryta rzeki Baryczy, wykopanego
około 1000 lat temu. Korytem tym woda z "wysokiej"
części stawu starego młyna wodnego na Baryczy
doprowadzana była do fos obronnych miasta Milicza.
Ponadto Młynówka była najważniejsza arterią
transportową dawnego Milicza. Kursowały po niej
niewielkie barki, których kształt i wygląd były unikalne
dla Milicza (w żadnym innym miejscu na świecie nie
widziałem barek ani łodzi w dokładnie takim kształcie
jak te z Milicza). Barki te miały płaskie dno, były około
1.5 metra szerokie i około 3 metry długie, oraz miały
bardzo śmieszny, zaokrąglony dziób i ogon - każdy z
nich w kształcie półkola. Tak samo łatwo pływały więc
do przodu i do tyłu. Kiedy chodziłem do pierwszej klasy
szkoły podstawowej (nr. 1 w Miliczu) cała flotylla tych
barek gniła sobie zapomniana przez wszystkich w okolicach
dzisiejszych Łazienek Milicza. Były one napędzane
tyczką przez jednego flisaka, zaś każda barka bez
trudu była w stanie uwieźć ładunek około 300 kg po
wodzie głębokiej zaledwie po kostki. Otóż przekraczając
ów most przez młynówkę, warto sobie popatrzeć na
jej koryto. Istotne kiedyś w owej Młynówce było, że na
całej szerokości jej koryta i długości jej spływu utrzymywano
kiedyś dokładnie tą samą głębokość jej wody. To zaś
świadczy o wysokim kunszcie inżynierskim i znajmości
hudrauliki u dawnych mieszkańców Milicza. Takie
równiutkie jak stół, płaskie, czyste, piaszczyste dno
i strome pionowe brzegi, młynówka ciągle miała w
czasach mojej młodości. Niestety do dzisiaj, z powodu
jej zaniedbania przez ludzi, ta dawna żeglugowa
arteria Milicza z czasem uległa rozmyciu i zamuleniu.
Patrząc na ten niby niepozorny, sztucznie
wykopany kanał, warto sobie uświadomić, że przez
pierwsze około 500 lat istnienia Milicza był on
najważniejszą arterią transportową owego miasta.
Faktycznie to większość żywności, drewna, surowców,
wyrobów rzemiosła, oraz materiałów budowlanych
potrzebnych wówczas Miliczowi, było transportowane
do niego w owych miniaturowych barkach właśnie
poprzez koryto Młynówki i innych kanałów z Młynówką
połączonych. Drogi bite, po których podążały
zaprzęgi końskie, były jedynie kosztownym uzupełnieniem
owych barek. Dlatego zaprzęgi końskie używano
tylko w pilnej potrzebie, lub tam gdzie barkami nie
dawało się dopłynąć. Zresztą, jeśli przyg